Książka „Bogowie muszą być szaleni” pokazała się w księgarniach ledwie parę dni temu, a w sieci już roi się od recenzji tego tytułu. Wszystkie znane mi blogi recenzenckie oraz połowa portali fantastyczno-książkowych ma zamieszczoną opinię na temat tej powieści. Oczy przecieram ze zdumienia (naprawdę nie spodziewałam się takiego odzewu) i z pewną konsternacją odnotowuję swoje spostrzeżenia… Co ja mam do diabła z tym fantem zrobić? Jadowska jest wszędzie, lada chwila wyskoczy z lodówki. Nie to, żeby jej popularność mnie martwiła, lecz mam wrażenie, iż wszystkie możliwe „ochy” i „achy”, które mogłabym we własnej recenzji zamieścić, już zostały napisane. Nie jest wielką tajemnicą, że jestem fanką twórczości Anety i jej serię o Dorze Wilk uparłam się promować. Zatem nikogo chyba też nie zdziwi, że książka mi się podobała. Sęk w tym, że nie wiem, co dalej. Wszelkie znaki na niebie, ziemi, a przede wszystkim w internecie, mi mówią, że to doprawdy nic nowego i oryginalnego – lubić i polecać „Bogów”. A przecież ani ja, jako autorka tego tekstu, ani Wy jako jego czytelnicy, nie możemy sobie pozwolić, żeby tracić czas na coś „nic nowego” i „nic oryginalnego”.
Postanowiłam więc, jako Samozwańcza Pierwsza Fanka Jadowskiej, odnieść się do tego, co już zostało napisane na temat „Bogów” i jeszcze utrudnić sobie to zadanie przymusem obiektywności. To wydaje mi się równie karkołomnym zadaniem jak skok z potrójnym saltem w tył przez płonącą obręcz przy równoczesnym wyśpiewywaniu chińskiego hymnu wspak. Będzie fajnie.
Zatem parafrazując klasyka: Hello, I’m Kometa, welcome to Gavran.
Zwykle nie czytam recenzji danej książki jeśli sama mam ją recenzować. W przypadku „Bogów” złamałam to przykazanie, gdyż moje przywiązanie do Jadowskiej obliguje mnie do pewnych zachowań. Przeglądając recenzję za recenzją dopatrzyłam się pewnych schematów – stwierdzeń, które się w nich nagminnie powtarzają – które subiektywnie w większości przypadków uważam za bzdurne, zaś obiektywnie – spróbuję je rozgryźć i się nimi nie udławić.
Stwierdzenie nr 1.
Jak na polską powieść, książka jest zaskakująco dobra.
Subiektywnie: Mój rozbuchany czytelniczy patriotyzm ma nieodpartą chęć Cię trzasnąć w twarz, Drogi Krytyku.
Obiektywnie: Naprawdę staram się zrozumieć, skąd bierze się ten sceptycyzm względem polskiej literatury. Zwłaszcza, że brak zrozumienia powoli sprowadza mnie na zbrodnicze szlaki. Jest wiele dobrych polskich książek, polska fantastyka ładnie nam kwitnie i się rozwija, Jadowska naprawdę nie stanowi jakiegoś wielkiego wyjątku. Oczywiście, że wciąż przytrafia się coś takiego jak Kiepska Polska Fantastyka, lub nawet Bardzo Zła Polska Fantastyka, ale nie przytrafia się nam to częściej niż innym krajom. Mój apel więc jest prosty: przestańcie się tak dziwić przy połączeniu: dobra powieść + polskie nazwisko. Bo naprawdę pójdę mordować.
Stwierdzenie nr 2.
Ćwiek w spódnicy / Polska Briggs / humor jak ze Stephanie Plum / Uniwersum jak u Greena.
Subiektywnie: Ćwieka w spódnicy już chyba pół internetu widziało, za to Jadowskiej nikt, więc ten temat trzeba chyba wreszcie zakończyć. Polska Briggs to słaby chwyt marketingowy wydawcy. Porównanie do Plum – mocno naciągane, do Greena ma rację bytu chyba tylko przez podobne fantastyczne istoty przemykające po kartach powieści. W większości recenzji jakie przeczytałam, osoba oceniająca ciągle próbuje gdzieś jakąś łatkę Jadowskiej przyszyć. Pomimo że nic się nie pruje i dziur na horyzoncie nie widać.
Obiektywnie: Wydaje mi się, że to zjawisko bierze się z faktu, iż łatwiej jest „coś” do „czegoś” porównać niż pokusić się o jakieś własne spostrzeżenia. Niektórym się też wydaje, że lepiej jest „coś” reklamować popierając to przyrównaniem do „czegoś” już znanego i sprawdzonego. Pod tym względem mogę się zgodzić – jakościowo, swoim warsztatem i umiejętnością zapewnienia czytelnikowi rozrywki Jadowska nie ustępuje pola wyżej wymienionym. Jednak Aneta uparcie pracuje na swoją własną markę. A pracować ma czym. Najpierw więc zachwyt nad jej książką, a potem pisanie, że jest dobra jak „ktośtam/cośtam” nie motywuje, a podcina skrzydła. Zdaję sobie sprawę, że w założeniu przywołanie bardziej znanego nazwiska/serii miało być komplementem, ale to niestety tak nie działa na autora. Czy naprawdę Jadowska nie jest dość dobra sama w sobie? Czy praca, którą włożyła w napisanie książki nie zasługuje na podpisanie jej i tylko jej nazwiskiem? Trudno mi tu być obiektywną, wiedząc jak bardzo szufladkowanie i przyczepianie łatek deprymuje wciąż jeszcze początkującego/mniej znanego autora. Dlatego proszę Was, nie róbcie tego. Jeśli Wam się podobało, to powiedzcie to własnymi słowami, nawet jeśli nieporadnymi, nieoddającymi wszystkich waszych emocji. To na pewno dużo bardziej ucieszy nie tylko Anetę, ale i każdego początkującego pisarza, niż wymuszone porównania do tych bardziej znanych.
Stwierdzenie nr 3.
Rażący nadmiar słodkich słówek.
Obiektywnie: Mnie też uwierały słodkie słówka. Nie wydaje mi się aby to była duża wada książki, ale można się do tego przyczepić i będzie to uzasadnione.
Subiektywnie: Czytałam „Bogów”, kiedy jeszcze moje kontakty z Anetą były bardziej na stopie pisarz-fan i nie raz kręciłam nosem na słodkie słówka. Faktycznie, osobę, która Jadowskiej nie zna osobiście, mogą owe milutkie określenia przyprawić o cukrzycę. Ja, oswoiwszy się już ze sposobem bycia i mówienia Anety, wiem, że to dla niej naturalne, i nie dziwota, iż naturalne odruchy przypisała swoim bohaterom. Przywykłam, zaakceptowałam i pokochałam, bo nic innego mi nie zostało.
Stwierdzenie nr 4.
Zbytnie eksponowanie wątku romantycznego / Odważne sceny erotyczne / Za dużo migdalenia.
Subiektywnie: Z tego co widzę, opinie są podzielone – jednym się wątek miłosny podoba, innym nie, jedni są spragnieni go jak kanie dżdżu, inni krzywią się i prychają, ale prawidłowość jest taka, że KAŻDY gdzieś o tym wspomina. Choćby przelotnie, ale swoje pięć groszy do tematu dorzuci. Siedzę i dumam w czym rzecz. Czy to kwestia tego, że ciężko jest się potencjalnemu czytelnikowi pogodzić z wyemancypowaniem Dory pod względem seksualnym? Ma dwóch chłopa pod bokiem, no i co z tego? To dorosła kobieta, która odpowiada za swoje czyny i świadomie dokonuje swoich wyborów. Lubi seks, czy to źle? Poza tym, naprawdę stara się utrzymywać jakąś zdrową równowagę między tym, co lubi, a tym, jak powinna się zachować dla dobra ogółu. Może się w tym trochę miotać, ale wydaje mi się ze nie to jest istotą „problemu”. Co nią zatem jest?
Obiektywnie: Podejrzewam, że nacisk, jaki na ten wątek położyła sama autorka. Jadowska lubi podkreślać tę relację, zaznaczać to z kim i jak Dora jest powiązana. Emocjonalne poplątanie i erotyczne napięcie w pewnym stopniu ją bawią, ale czytelnika mogą konfundować, w skrajnych przypadkach irytować. Oczywiście nikt się nie przyzna, że wiadome fragmenty czyta pod kołdrą z wypiekami na twarzy. Faktycznie – czasem Dora powinna się bardziej skupić na swoich zadaniach niż na pociągającej aparycji swoich sublokatorów, ale hej! Nikt nie mówił, że łatwo jest być kobietą. Choć jestem ciekawa, jakie skupienie osiągaliby panowie, gdyby zamknąć ich w jednym mieszkaniu z dwiema ponętnymi paniami. Śmiem podejrzewać, że pewne granice zostałby przełamane dużo, dużo szybciej, a sprawy z głównej osi fabularnej załatwione dużo, dużo wolniej. Mam wrażenie, że gdzieś tam drażni zmysł estetyczny czytelnika fakt, że pomimo iż Jadowska kreśli intrygę fantastyczno-kryminalną, to równolegle do niej daje tak samo mocny zarys wątku romansowego. Utarło się już, że któryś z tych dwóch czynników powinien mieć pierwszeństwo i dominować, tymczasem Jadowska ma to po prostu gdzieś. Co się może podobać, albo nie.
Stwierdzenie 5.
Za dużo nowych skilli dla głównej bohaterki / Dora napakowana mocą po dziurki w nosie.
Obiektywnie: Trzeba przyznać, że Dora w krótkim czasie zdobywa naprawdę dużą moc i sporo nowych umiejętności, które nie mogą być lekceważone. Jej poplątane dziedzictwo przynosi tego całego dobra jeszcze więcej, niż bohaterka mogłaby się spodziewać. Nie ma bata, to musi wzbudzić nieufność czytelnika. Nieufność uzasadnią. Jeśli postać wiodąca staje się zbyt super, przestaje być także w tym swoim super wiarygodna. To się jeszcze z Dorą nie stało, ale w „Bogach” budzi podejrzenia i obawy.
Subiektywnie: Cóż, mogę was tylko uspokajać. Będzie dobrze. Aneta na tym etapie zawiązała supeł, żeby go sukcesywnie w kolejnych tomach rozwiązywać. Nowe moce bohaterki to tylko pretekst, żeby móc jej przypiąć nowe problemy. O czymś ta Heksalogia w końcu musi być. Ja po prostu mam ten komfort, że wiem, co będzie dalej. I dziś musicie mi wierzyć na słowo, że każdy kolejny tom Heksalogii jest lepszy od poprzedniego.
Stwierdzenie 6.
Brak punktu kulminacyjnego / Wątek główny potraktowany po macoszemu.
Subiektywnie: Jadowska chciała zaskoczyć, no i się udało. Czytelnicy z góry założyli, która oś wydarzeń jest tą główną i po której spodziewać się należy fajerwerków. A tu klops. Wątek nie obył się bez komplikacji, ale ogólnie zamknięty został szybko i gładko. Sprawa wygląda tak, że czytelnik łatwo dał się zwieść. Punkt kulminacyjny był i to mocny, ale nie tam, gdzie się go spodziewano. Mnie osobiście sponiewierało.
Obiektywnie: Wiem, jak się czujecie, też się tak poczułam, gdy doszłam do „decydującego starcia”, a tu rachu-ciachu i po strachu. Osłupiałam. No jeszcze taki kawał książki mi został, o czym ja mam dalej czytać? Co to ma w ogóle być?! Na szczęście końcówka wszystko wynagradza i wydaje mi się, że nie można narzekać. Być może Jadowska zmyliła nas zbyt skutecznie, dała za mało przesłanek, by problemu szukać gdzie indziej. Może nie każdy lubi być zaskakiwany, ale serio, trudno mi to oceniać jako wadę.
Starałam się jak mogłam z tym obiektywizmem, ale chyba wyszło jak zwykle… Liczę jednak, że taka forma „recenzji” rzuciła Wam trochę nowego światła na niektóre kwestie związane z lekturą drugiego tomu Heksalogii o Dorze Wilk. Ja wierzę, że ta seria ma ogromny potencjał i kolejne jej odsłony sprawią, że spadną Wam kapcie z nóg. A póki co, razem z liczną rzeszą recenzentów, polecam sięgnąć po „Bogowie muszą być szaleni”, żeby się przygotować na to, co jeszcze Aneta Jadowska dla Was szykuje.
Tytuł: Bogowie muszą być szaleni 
Cykl: Heksalogia o Dorze Wilk
Tom: 2
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 9 stycznia 2013
Liczba stron: 464
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 34,90 zł
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.
