
Co byś zrobił, gdybyś mógł cofnąć się w czasie i przebudować cały świat według własnego pomysłu? Stwórca zna odpowiedź. Usunąłby wszystkie błędy, wyeliminował zagrożenia i dopilnował, żeby historia potoczyła się dokładnie tak, jak sobie zaplanował. Bo przecież kto miałby zrobić to lepiej niż on?
Na tym pomyśle Jonathan Hickman buduje nowy świat Ultimate. I jednocześnie pokazuje, co może pójść nie tak, kiedy człowiek z ogromną inteligencją, jeszcze większym ego i niemal nieograniczonymi możliwościami zaczyna uważać się za Boga.
Nowy świat Ultimate
Żeby jednak zrozumieć skalę tego, co zrobił Stwórca, najpierw trzeba wyjaśnić, czym właściwie jest ten nowy świat Ultimate. Bo wbrew nazwie nie jest to powrót do starego uniwersum Ultimate.
Pierwsze uniwersum Ultimate, czyli Ziemia-1610, powstało jako nowoczesna alternatywa dla głównego świata Marvela. To właśnie stamtąd pochodzą Miles Morales i Stwórca – tamtejszy Reed Richards, który zamiast zostać jednym z największych bohaterów Marvela, stał się jednym z jego najniebezpieczniejszych złoczyńców.
Stary świat Ultimate ostatecznie przestał istnieć podczas wydarzeń z „Tajnych Wojen”, ale Stwórca przetrwał i trafił do głównego uniwersum Marvela. I właśnie jego historia staje się punktem wyjścia dla zupełnie nowego Ultimate.
Stwórca ucieka z więzienia, zdobywa potrzebną mu technologię i opuszcza główną rzeczywistość. Trafia do świata, który stanie się Ziemią-6160. Nie chce go jednak podbić. Dla kogoś z takim ego zwykłe przejęcie władzy to zdecydowanie za mało.
Stwórca chce ten świat naprawić. Przebudować jego historię, usunąć popełnione wcześniej „błędy” i stworzyć rzeczywistość idealną. Oczywiście według własnej definicji ideału.

Kompleks Stwórcy
Stwórca – trudno wyobrazić sobie lepsze imię dla tej wersji Reeda Richardsa. Nie tylko tworzy nową rzeczywistość, ale zaczyna uważać się za jej Boga. Jest przekonany, że dzięki swojemu intelektowi może przewidzieć wszystkie konsekwencje, wyeliminować błędy i wszystko zaprojektować lepiej niż ktokolwiek przed nim.
Świat staje się dla niego gigantycznym eksperymentem. Ludzie, wydarzenia, a nawet całe państwa są tylko kolejnymi zmiennymi, które można odpowiednio ustawić.
Najlepiej widać to na przykładzie Petera Parkera. Stwórca doskonale wie, że za chwilę ugryzie go pająk i narodzi się Spider-Man. Wystarczy więc jedna drobna ingerencja, żeby do tego nie dopuścić. Co więcej, Reed tłumaczy swoją decyzję odpowiedzialnością wynikającą z posiadania wielkiej mocy. Trudno o bardziej cyniczne odwrócenie jednego z fundamentów Spider-Mana.
I tak Stwórca postępuje z całym światem. Nie dopuszcza do powstania Fantastycznej Czwórki, ingeruje w los Thora, Steve’a Rogersa, Bruce’a Bannera czy Stephena Strange’a. Nie walczy z bohaterami. Usuwa przyczyny, dla których mieliby się nimi stać.
Dla niego historia nie jest czymś, co się wydarzyło. Jest czymś, co można poprawić.
Najciekawsze jest jednak to, że Stwórca nie uważa się za złoczyńcę. W jego przekonaniu wszystkie te ingerencje są uzasadnione, bo służą stworzeniu lepszego świata.
Nie chce go zniszczyć. Chce go uratować przed nim samym.
Problem w tym, że najpierw sam zdecydował, jak ten „lepszy świat” powinien wyglądać.

Świat jako eksperyment
Stwórca nie poprzestał na usunięciu superbohaterów. Zaprojektował również cały porządek, według którego funkcjonuje planeta.
Podzielił świat pomiędzy potężne rody i jednostki, które oficjalnie mogą stać po przeciwnych stronach, ale w rzeczywistości są częścią tej samej układanki. Nawet konflikty są tutaj elementem planu. Trzeba wskazać wroga, stworzyć odpowiednie napięcie, pozwolić ludziom je rozładować, a później przywrócić równowagę.
Stwórca nie zarządza więc tylko superbohaterami. Próbuje zarządzać samą naturą społeczeństwa.

Wszystko oczywiście odbywa się „w imię większego dobra”. I właśnie tutaj megalomania Stwórcy wchodzi na kolejny poziom. Stworzył system, zmusił świat do funkcjonowania według jego zasad, a fakt, że ten system działa, traktuje jako dowód własnej racji.
Bada społeczeństwa, przeprowadza eksperymenty, analizuje wyniki, manipuluje historią i genetyką. Ludzie przestają być dla niego ludźmi. Są kolejnymi zmiennymi w eksperymencie, który ma ostatecznie udowodnić, że Stwórca od początku wiedział lepiej.
Problem w tym, że świata nie da się rozpisać w tabeli.
Stwórca może być jednym z najinteligentniejszych ludzi we wszechświecie. Może cofać się w czasie, przewidywać wydarzenia i usuwać problemy, zanim w ogóle się pojawią. Nadal jednak próbuje kontrolować miliardy ludzi i niewyobrażalną liczbę zmiennych.
I właśnie tego nie potrafi zaakceptować. Kiedy jego idealny system zaczyna zawodzić, nie dopuszcza do siebie myśli, że problemem może być sam pomysł stworzenia idealnego świata. Zamiast tego próbuje przejąć kontrolę nad kolejnymi elementami.
Im bardziej Stwórca próbuje stworzyć świat doskonały, tym wyraźniej widać jego największą niedoskonałość – samego Stwórcę.
Bóg z uszkodzonym mózgiem
Co najlepsze, Stwórca wcale nie jest nieomylny i doskonale o tym wie. Jego ciało zostało uszkodzone, pamięć ma braki, a do utrzymania stworzonego przez siebie porządku potrzebuje całej grupy potężnych ludzi. Bez nich jego idealny system bardzo szybko zaczyna się sypać.
Żadna z tych rzeczy nie sprawia jednak, że zaczyna wątpić w siebie. Zna własne ograniczenia, a jednocześnie nadal wierzy, że jest w stanie zaprojektować przyszłość całej ludzkości.
I chyba nic lepiej nie pokazuje skali jego ego.
Stwórca przesuwa ludzi po planszy jak figury szachowe. Problem w tym, że ludzie nie są figurami. I Howard Stark jest chyba najlepszym tego przykładem.
W tym świecie to właśnie ojciec Tony’ego odgrywa znacznie ważniejszą rolę. Stwórca uważa go za kolejny element swojego systemu – człowieka wystarczająco inteligentnego, żeby był użyteczny, ale jednocześnie znajdującego się pod kontrolą.
I właśnie tutaj jego idealny plan zaczyna pękać. Howard zaczyna rozumieć, jak naprawdę działa świat Stwórcy, i przestaje odgrywać przeznaczoną mu rolę. Stwórca potrafił przewidzieć narodziny superbohaterów i zmienić historię całej planety, ale nadal nie potrafi przewidzieć, kiedy jeden z jego własnych pionków postanowi zejść z planszy.
Nie będę zdradzał, dokąd dokładnie prowadzi, bo kilka rzeczy zdecydowanie warto odkryć samemu.

Nie mogłem się oderwać
To wszystko nie miałoby jednak większego znaczenia, gdyby za ciekawym pomysłem nie szedł po prostu bardzo dobry komiks. A „Nowy świat Ultimate. Inwazja” właśnie nim jest.
Przeczytałem go na raz. Bez odkładania i właściwie bez momentu, w którym moja uwaga uciekłaby gdzieś indziej. Po prostu przewracałem kolejne strony, cały czas ciekawy, co wydarzy się dalej.
A kiedy skończyłem, od razu zacząłem szukać informacji o kontynuacji.
I chyba trudno o lepszą rekomendację dla komiksu, którego zadaniem jest otwarcie zupełnie nowego uniwersum.

Hickman nie opowiada tutaj klasycznej historii o superbohaterach próbujących pokonać kolejnego złoczyńcę. Najpierw buduje cały mechanizm świata, pokazuje, kto nim rządzi, dlaczego bohaterowie nigdy nie powstali i jak Stwórca utrzymuje wszystko pod kontrolą. Dopiero później zaczyna wrzucać w ten mechanizm kolejne kamyczki i sprawdzać, co się zepsuje.
To bardzo w stylu Hickmana. Scenarzysta „Fantastic Four”, „Avengers”, „New Avengers” i „Secret Wars” ponownie bierze ogromny pomysł, rozkłada go na mnóstwo mniejszych elementów i powoli pokazuje nam, jak są ze sobą połączone.
Co najważniejsze, tutaj naprawdę chce się to wszystko odkrywać razem z nim.
Bryan Hitch

„Inwazja” jest też po prostu przepięknie narysowana. Bryan Hitch od początku do końca utrzymuje bardzo wysoki i, co równie ważne, równy poziom. Nie ma tutaj stron, przy których miałem wrażenie, że coś zostało zrobione szybciej albo taniej, bo akurat nie jest to najważniejsza scena w albumie.
A kiedy Hickman daje mu okazję do pokazania czegoś naprawdę dużego, Hitch może rozwinąć skrzydła. Technologia Stwórcy, miasto czy wielkie starcia wyglądają spektakularnie. Jest kilka rozkładówek, przy których naprawdę warto zatrzymać się na dłużej i po prostu nacieszyć oczy.
Od scenariusza po oprawę graficzną czuć, że wszystkim zależało, żeby nowe Ultimate dostało naprawdę mocne otwarcie.
Początek
„Nowy świat Ultimate. Inwazja” miał przede wszystkim otworzyć nowe uniwersum Marvela i sprawić, żebym chciał zostać w nim na dłużej. W moim przypadku zadziałało to idealnie.
Hickman stworzył świat, który od początku chce się poznawać. Chcę zobaczyć jego wersje znanych bohaterów i przede wszystkim przekonać się, co stanie się z rzeczywistością, którą Stwórca tak pieczołowicie zaprojektował.
Bo cały jego plan opiera się na jednym bardzo ryzykownym założeniu: że świat można kontrolować.
A wystarczy jedna zmienna, której Stwórca nie przewidział, żeby cały ten idealny system zaczął się rozpadać.

Zawartość tomu
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Ultimate Invasion” (2023) #1–4.
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Bryan Hitch
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Egmont
Data polskiego wydania: 26 sierpnia 2026
Dziękuję wydawnictwu za udostępnienie komiksu do recenzji.
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.




