Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJE

Recenzja: “451° Fahrenheita” Tim Hamilton

WereWolf
· 3 min czytania
Recenzja: “451° Fahrenheita” Tim Hamilton

Recenzja: “451° Fahrenheita” Tim HamiltonNiedawno nakładem Domu Wydawniczego Rebis na półki księgarń trafiła graficzna adaptacja powieści Raya Bradbury’ego “451° Fahrenheita” w wykonaniu Tima Hamiltona.

Dystopijny świat przyszłości, w którym za czytanie i posiadanie książek grozi śmierć. Owo zadanie wykonują strażacy, którzy dzięki rozwojowi technologii, już nie muszą zajmować się gaszeniem pożarów. Jednym z nich jest Guy Montag, pozornie zadowolony ze swojego życia i pracy. Jednak przypadkowe spotkanie z kilkunastoletnią Klarysą sprawia, że w mężczyźnie zaczyna budzić się coraz więcej wątpliwości, zaś książki stają się dla niego coraz silniejszą pokusą.

Znam oryginalną, powieściową wersję “451° Fahrenheita”, tak więc, gdy na horyzoncie pojawiła się jej autoryzowana przez Raya Bradbury’ego graficzna wersja, nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po publikację.

Już od pierwszych stron widzimy, do jak mrocznego świata wkraczamy. Mocny kontrast światła i cienia sprawia, że oglądając plansze autorstwa Tima Hamiltona automatycznie myśli się o dusznych filmach noir. Choć stylistyka postaci pozostaje naturalna i realistyczna w kwestii proporcji ciała czy mimiki, to rysownik postawił na pewną dozę tajemniczości. Ponurego klimatu historii zawartej w “451° Fahrenheita” dodaje kolorystyka poszczególnych plansz komiksu – dominują szarości i odcienie niebieskiego, jest dużo czerni, natomiast żywsze kolory pojawiają się wyłącznie, gdy na kartach pojawiają się sceny ognia. Zebrane w całość nadają opowieści dramatyzmu, niepokoju, ale też surowości.

Tym, co bardzo mi się podobało i zdecydowanie ułatwia odbiór zawartości był jasny podział na role w dymkach dialogowych, a nawet kolorystyczne odróżnienie w zależności od tego, która z postaci właśnie zabierała głos.

Oczywiście komiksowa adaptacja “451° Fahrenheita” jest skondensowaną wersją stworzonej przez Bradbury’ego dystopijnej wizji przyszłości. Ale nawet w tym wydaniu łatwo można dostrzec, że ludzkość bardzo szybko zaczęła zbliżać się do niebezpiecznego scenariusza powstałego w wyobraźni autora. Coraz więcej czasu spędzamy otoczeni krzyczącymi do nas klipami z social mediów, często większą więź czując z obcymi ludźmi z internetu niż z żywymi osobami z naszego otoczenia. Wszystko musi mocno działać na emocje, być pełne bodźców i najlepiej w jak najkrótszej formie, byśmy nie musieli przemęczać naszych zabieganych głów. Zaś statystyki czytelnictwa z roku na rok wypadają coraz gorzej, że odczuwam silną obawę, że za kilkadziesiąt lat stworzona przez Raya Bradbury’ego przyszłość nie będzie tylko historią na papierze. Może nikt nie będzie karał śmiercią za posiadanie książek, ale za myślenie i próby oporu narzuconym przez władzę regułom? Kto wie.

Tim Hamilton w swojej graficznej adaptacji “451° Fahrenheita” świetnie oddał zarówno klimat, jak i przekaz idący za stworzoną ponad siedemdziesiąt lat temu historią. Choć jest to jej skrócona wersja, skondensowana na niespełna dwustu stronach, nadal budzi niepokój i zmusza do rozważań nad kierunkiem, w jakim podążamy jako ludzkość. Mam nadzieję, że ta wizja nigdy się nie spełni, ale ten stan zależy już tylko od nas samych.

Przekład: Adam Kaska
Oprawa: całopapierowa
Tytuł oryginalny: Ray Bradbury’s „Fahrenheit 451”: The Authorized Adaptation
ISBN: 978-83-8338-361-3
Liczba stron: 160
Format: 153×228

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →