„Boski płomień” autorstwa Margot Douaihy to pierwszy tom cyklu „Śledztwa siostry Holiday”. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.
Jeszcze rok temu Holiday Walsh prowadziła zupełnie inne życie. Alkohol, narkotyki oraz gra w rockowej kapeli były jej codziennością. Jednak pewien wieczór zmienił wszystko i kobieta postanowiła odwrócić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Dziś zbliża się do końca nowicjatu, mieszka w klasztorze i uczy muzyki w szkole imienia Świętego Sebastiana w pełnym wilgoci Nowym Orleanie. Jej dni przepełnia rutyna, ale wszystko zmienia się z chwilą, gdy w budynku szkoły wybucha groźny pożar, w którym ginie woźny Jack. Kiedy ogień trawi kolejny należący do klasztoru dobytek, a Holiday orientuje się, że ktoś usilnie próbuje wrobić ją w podpalenia, nie ma wyboru i postanawia rozwikłać sprawę.
Od razu muszę się przyznać, że „Boski płomień” nie jest tym, czego spodziewałam się, czytając blurb i widząc okładkę książki. Założyłam, iż dostanę do ręki historię lekką i napisaną w humorystycznym stylu. Nic bardziej mylnego, powieść Margot Douaihy ma w sobie duszny klimat Luizjany, zaś główna bohaterka, mimo swej szalonej przeszłości, pełna jest pobożności oraz zmuszających do rozważania przemyśleń.
„Boski płomień”, jak już wspomniałam, zabiera nas do Nowego Orleanu ze wszystkimi jego urokami i wadami. Na ulicach trwa wieczny multikulturowy festiwal, zaś wilgotność powietrza przekracza wszelkie normy, jakie może wytrzymać człowiek. W tych okolicznościach siostra Holiday na (prawie) własną rękę podejmuje się schwytania siejącego postrach podpalacza, przy okazji odkrywając kolejne mroczne fakty skrywane przez mury kampusu szkoły imienia świętego Sebastiana. Dodatkowo kobieta musi walczyć z faktem, iż nie wszystkie zakonne towarzyszki są jej przychylne, a wręcz okazują jawną odrazę i nienawiść.
Główna bohaterka powieści – Holiday Walsh – to złożona postać. Jej matka niegdyś sama była zakonnicą i wpoiła dzieciom pobożność, co odzwierciedla się w zachowaniu siostry, która często szuka pociechy w Bogu i jego słowach. Nawet pokrywające całe jej ciało tatuaże mają swoje religijne odniesienia. Mimo burzliwego oraz umiarkowanie szczęśliwego życia, Holiday nigdy nie odwróciła się od kościoła i to w nim postanowiła szukać ratunku oraz pokuty. Przyznaję, że chociaż z tą sferą nigdy nie było mi po drodze, to sposób, w jaki Margot Douaihy przedstawia wiarę, nie był dla mnie męczący, mimo że stanowił istotny element powieści.
Pozostali bohaterowie, których spotykamy na kartach powieści również skonstruowani zostali w bogaty i rozbudowany sposób. Wbrew temu, iż większość z nich związana jest z katolicką szkołą, daleko im do kryształowych istot, które bez wahania można byłoby uznać za przykłady godne naśladowania. Każdy skrywa swoje problemy, grzechy i codzienne słabostki, z którymi lepiej lub gorzej sobie radzi. Są, najzwyczajniej w świecie, normalnymi ludźmi zmagającymi się z trudami codzienności. Zdecydowanie bardziej wolę takie postacie, niż superbohaterów, którym wszystko się udaje.
Zagadkę kryminalną, jaką skrywa w sobie „Boski płomień” rozwiązujemy wraz z siostrą Holiday stopniowo i powoli. Trzeba wspomnieć, że zakonnica żyje w klasztorze, w którym brak jest dostępu do Internetu, a telefony komórkowe są zakazane, więc musi sobie radzić tradycyjnymi metodami. Czasem jest zmuszona pogrzebać w bibliotece, innym razem powęszyć – wbrew zakazom śledczych – w zgliszczach, kolejnym razem użyć kolejnego podstępu, kłamstwa bądź uroku osobistego. Wszystko to prowadzi ją do odkryć, które zachwieją podstawami jej wiary.
Fabuła powieści „Boski płomień” dzieje się poniekąd w dwóch planach czasowych. W teraźniejszości Holiday prowadzi swoje śledztwo, zaś od czasu do czasu Czytelnik ma okazję przenieść się w przeszłość kobiety i krok po kroku poznawać jej historię oraz zrozumieć, co doprowadziło ją do wstąpienia do zakonu. Widzimy tragiczne zdarzenia z dzieciństwa młodej Walsh, surowych, choć na swój sposób kochających, ojca i matkę, rozrywkowe życie i burzliwy romans z mężatką Niną. Widzimy kontrast pomiędzy dawnym życiem Holiday, a tym, jakie prowadzi obecnie. Ciekawie było poznawać tę drugą, przed zakonną, stronę bohaterki.
Niestety, „Boski płomień” ma w sobie wręcz kardynalny błąd rzeczowy, którego wprowadzenie w życie mogłoby doprowadzić do czyjejś śmierci i nie jestem w stanie zrozumieć, jak oryginalnie taka treść mogła pójść do druku. Nie winię tu polskiego wydawcy, gdyż on odpowiada jedynie za tłumaczenie i nie może ingerować w to, co stworzyła autorka. Mianowicie jeden z bohaterów choruje na cukrzycę typu 1 i w jednej ze scen z powodu hipoglikemii – zbyt niskiego poziomu cukru we krwi – traci przytomność. Co robią zakonnice? Podają mu insulinę, po czym chory zaczyna odzyskiwać przytomność. W prawdziwym życiu właśnie by go zabiły, gdyż insulina dodatkowo obniża poziom cukru we krwi, więc niech nigdy w życiu nie przyjdzie Wam do głowy naśladowanie tego scenariusza. Już nie wspominając o tym, iż Margot Douaihy mocno pomyliła objawy zbyt niskiego poziomu cukru we krwi z tymi nazbyt wysokiego. To coś, obok czego, z powodów osobistych, nie mogłam przejść obojętnie i stanowiło mocny minus powieści. Uważam, że pisarz czy pisarka powinni jednak przykładać się do reaserchu, zwłaszcza, jeśli wplatają w tworzoną przez siebie historię wątki medyczne.
Zabrakło mi również ukazania detoksu Holiday. Kobieta nie stroniła od używek, które postanowiła rzucić z dnia na dzień i nikt nie wmówi mi, że nie wywołało tu u niej żadnych objawów odstawiennych. Autorka całkowicie pomija ten element, mimo że skonstruowała tę postać jako osobę szczerą co do swojej przeszłości i w żaden sposób nie ukrywającą tego, kim była wcześniej.
„Boski płomień”, mimo iż nie jest wolny od błędów, jest ciekawą lekturą pełną barwnych postaci z bogatym życiorysem. W tej książce, w której pozory mylą, zaś przyjaciele mogą okazać się wrogami i choć dość wcześnie zaczęłam domyślać się, kto stoi za sprawą podpaleń, nie zepsuło mi to lektury. Ciekawi mnie, z czym siostra Holiday będzie musiała zmagać się w kolejnej odsłonie swych śledztw.
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



