„Zakończeniem jest Zakopane” autorstwa Marty Matyszczak to finałowy tom cyklu „Kryminał pod psem”. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.
Jak mawia stare porzekadło – wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Tak też nastał czas na ostatnią książkową przygodę kundelka Gucia i jego ludzkich kompanów, Róży i Szymona Solańskich. Nie ukrywam, nie jest to informacja, która uradowała moje serce, jednak mam też świadomość, że lepiej napisać o jeden tom cyklu za mało niż za dużo.
Tym razem państwo Solańscy postanawiają spędzić urlop w malowniczym Zakopanem. Szymonowi marzą się całodzienne wędrówki po górach, gdyż najwidoczniej zapomniał, że jego połowica do sportów wszelakich pała uczuciami przeciwnymi do miłości. Poza tym detektyw nie jest świadom, że Różyczka ma swoje własne plany na wizytę w stolicy Podhala. Ale żeby tradycji stało się zadość, nie ma mowy o spokojnym wypoczynku. Na horyzoncie szybko pojawia się trup, a im dalej, tym ich liczba jedynie wzrasta. Gucio, Róża i Szymon podejmują się rozwikłania zagadki tajemniczej śmierci lokalnej dziennikarki. Czy był to wyłącznie nieszczęśliwy wypadek, czy też działanie z premedytacją? Trójka śledczych musi poradzić sobie z tym trudnym zadaniem.
Dwanaście tomów rozwiązywania zagadek kryminalnych to całkiem spory kawałek czasu. Marta Matyszczak zabierała swoich Czytelników nie tylko w różne zakątki Polski, ale też za granicę. I choć teoretycznie zadaniami detektywistycznymi zajmowali się Róża i Szymon, wszyscy dobrze wiedzą, kto był główną gwiazdą opowiadanych przez autorkę historii. Trójnogi kundelek Gucio, wzorowany na osobistym psie pisarki, mieszkający na chorzowskiej Cwajce, stanowił clou programu. I tego futrzanego jegomościa, jego mądrych oczu, mokrego nosa i upodobania do kiełbasy śląskiej będzie brakowało mi najbardziej.
Jak wskazuje nam sam tytuł, „Zakończeniem jest Zakopane” zabiera Czytelnika w polskie góry ze wszystkimi ich zaletami i wadami. I pisząc „wadami”, nie mam tu na myśli wyłącznie skali trudności poszczególnych szlaków. Od samego początku „Kryminałów pod psem” Marta Matyszczak nie owijała niczego w bawełnę i z pełną celnością punktowała przywary Polaków. Tak też w podhalańskiej stolicy detektywi muszą nie tylko zmagać się z trudami sprawy kryminalnej, lecz również walczyć ze specyficzną i dobrze znaną mentalnością lokalsów. Góralskie podejście do traktowania koni wożących turystów, drobne „niedopowiedzenia” w kwestii prawdziwości oscypków czy ciągłe liczenie dudków są między innymi tymi elementami folkloru, które autorka postanowiła wpleść w swoją najnowszą powieść.
„Zakończeniem jest Zakopane” porusza także trudne tematy, jakim jest przemoc w rodzinie, niestety wciąż wygodnie zadomowiona wśród górali. Ale standardowo, dla wyrównania poziomu emocji, nie zabrakło również sporej dawki humoru, którego główną dostarczycielką jest Róża Solańska, per domo Kwiatkowska. Jej popisy na hulajnodze, kierowanie autem czy techniki śledcze wywołują na twarzy uśmiech rozbawienia podszyty lekką nutą współczucia oraz radości, że to nie my jesteśmy tymi (nie)szczęśliwcami, którzy stanęli jej na drodze.
Przedstawione przez Martę Matyszczak wydarzenia dzieją się szybko i z pewnością nie ma czasu na nudę. Jak autorka ma to już w zwyczaju, również „Zakończeniem jest Zakopane” nie zawiera w sobie krwawych i przesyconych brutalnością scen, ale to nie odbiera powieści kryminalnego sznytu. Na kartach pojawiają się nie tylko nowi bohaterowie, lecz też ci dobrze znani: pani Buchtowa, doktor Dłutko, Olek Szpon czy mecenas Potomek-Chojarska. Chyba definitywnym zapewnieniem, że to finałowy tom cyklu, jeśli ktoś miałby wątpliwości, jest fakt, iż w końcu poznajemy imię tej wygadanej prawniczki. Nie wiem, z jakich czeluści kalendarza bądź słownika imion wyciągnęła je Marta Matyszczak, ale zapewniam Was, żodyn, powtarzam żodyn, by nie zgadł.
„Zakończeniem jest Zakopane” było udanym ponownym spotkaniem z Guciem, Różą i Szymonem. Oraz pożegnaniem, choć mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś ta trójka mignie nam na kartach innych powieści autorki. Będę za nimi tęsknić, ale też czekam na kolejne perypetie Burbur oraz Rity Braun.
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



