„Magia spod lady”, której autorką jest Sarah Beth Durst to pełna uroku powieść fantasy. Książka na polskim rynku ukazała się dzięki Wydawnictwu Jaguar.
Kiela jest bibliotekarką w Wielkiej Bibliotece Alyssium, stolicy Wysp Księżycowych. Jednak w kraju właśnie trwa rewolucja, cesarz zginął, a toczące się walki wdzierają się również do biblioteki, w której pracuje. By przeżyć, zabiera na pokład łodzi swojego magicznego przyjaciela, Caza, oraz kilka skrzyń z książkami i ucieka z miasta. Jedyny kierunek, jaki przychodzi Kieli do głowy, to jej rodzinna wyspa i dom, który wraz z rodzicami opuściła przed laty. Młoda kobieta jeszcze nie wie, że to dopiero początek zmian w jej życiu.
Są książki otulające niczym kocyk w zimny wieczór, takie przy których czujemy się bezpiecznie – mimo perturbacji stworzonych przez autora – i o których z góry wiadomo, że zakończą się happy endem. Taka właśnie jest „Magia spod lady”, co wcale nie stanowi wady wykreowanej przez autorkę historii.
Gdy Kiela dociera do Caltrey, ma wielki plan. Już w trakcie rejsu postanowiła, że zamieszka w starym domu swoich rodziców oraz nie będzie wchodzić w żadne interakcje z mieszkańcami wyspy. Jednak życie szybko weryfikuje jej postanowienia i była bibliotekarka zaczyna rozumieć, że nie zdoła przetrwać bez pomocy innych.
Główną bohaterkę, Kielę, moglibyśmy nazwać introwertyczką. Nad kontakt z ludźmi przedkłada spokój, ma jednego zaufanego przyjaciela, Caza, który jest inteligentną, magicznie ożywioną rośliną, zaś jej energia w kontaktach interpersonalnych stosunkowo szybko się wyczerpuje. A przynajmniej taka jest Kiela, którą poznajemy na początku książki. Wraz z pobytem na Caltrey kobieta otwiera się na świat oraz ludzi i, choć początkowo ta zmiana ją niepokoi, Kiela nie stawia jej zbyt czynnego oporu. Zwłaszcza gdy w pobliżu znajduje się Larran, właściciel stada konioryb, do którego Kiela zaczyna żywić coś więcej niż tylko przyjacielską sympatię.
„Magia spod lady” to również zestaw trudnych tematów – samotności, lęku przed niedopasowaniem do reszty społeczeństwa. Sarah Beth Durst porusza w swojej książce także wątki przemocy w rodzinie oraz mówi o tym, co się dzieje, gdy osoby sprawujące władzę zapomną, że ich cesarstwo to nie tylko te osoby, które żyją w stolicy.
Z drugiej strony, „Magia spod lady” pełna jest ciepła i opiekuńczości. Mieszkańcy wyspy troszczą się o siebie nawzajem, wspierają i akceptują podejmowane przez sąsiadów wybory. Zawsze są gotowi udzielić pomocy, nawet komuś, kogo ledwo poznali.
Sarah Beth Durst stworzyła świat bogaty w intrygujących bohaterów, miejsca i magiczne istoty; mieszkańcy Wysp Księżycowych nie zawsze wyglądają standardowo – mogą mieć skrzydła, dwie pary rąk, rogi czy być porośnięci sierścią. Sama Kiela jest błękitnoskóra. Zaś fakt, że dla wszystkich ten stan rzeczy jest tak naturalny, jak słońce wschodzące na wschodzie, bardzo urzekł mnie w całej powieści. Nasz świat też byłby zdecydowanie lepszym miejscem, gdyby było na nim więcej akceptacji.
Natomiast jeśli chodzi o magiczne istoty, to oprócz wspomnianych konioryb czy ożywionych roślin, w stworzonej przez Durst krainie spotkać można syreny, jednorożce, kwiatowe ptaki, skrzydlate koty oraz chmurne niedźwiedzie. A także jedną całkiem zwyczajną kurę buntowniczkę i obieżyświatkę.
Pewnie zastanawia Was, dlaczego „Magia spod lady” nosi taki tytuł? Mianowicie Kiela, wbrew obowiązującemu prawu, postanawia wykorzystać zawartość ksiąg zaklęć, które uratowała przed pożarem, i naprawić, choć częściowo, to, o czym zapomniała władza. Oficjalnie prowadzi sklepik z dżemem – efekt uboczny eksperymentowania z magią – zaś po cichu proponuje mieszkańcom Caltrey remedia. Bo wyspa nie wygląda już tak, jak zapamiętała ją z dzieciństwa. Brak wsparcia czarodziejów sprawił, że roślinność zaczęła obumierać, źródła wody wysychać, a magiczne sztormy raz po raz niszczą domy i dobytek wyspiarzy.
„Magia spod lady” ma w sobie pełną paletę emocji, od strachu poprzez wzruszenie i radość. Niepewność miesza się z pewnością, a wszelkie smutki łagodzi porcja malinowego dżemu i cynamonowych bułeczek. Książka Sarah Beth Durst napawa nadzieją oraz optymizmem. Całość napisana jest przyjemnym stylem, co sprawia, że lektura mija niepostrzeżenie. Cieszę się, że powieść trafiła w moje ręce.
Tytuł oryginału: The Spellshop
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 145×215
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-68383-24-9
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



