Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJE

Recenzja: „Pieśń krwi” – Anthony Ryan

WereWolf
· 4 min czytania
Recenzja: „Pieśń krwi” - Anthony Ryan

Recenzja: „Pieśń krwi” - Anthony Ryan„Pieśń krwi” autorstwa Anthony’ego Ryana to pierwszy tom trylogii „Kruczy cień”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Vaelin Al Sorna miał jedenaście lat, gdy ojciec, Lord Bitew Zjednoczonego Królestwa, oddał go pod opiekę Szóstego Zakonu. Przez kolejne lata chłopak poddawany był codziennemu bojowemu szkoleniu, by któregoś dnia móc bronić swej ojczyzny, pod warunkiem że dożyje tej chwili, gdyż lata zakonnej nauki przetrwać mogli tylko najbardziej wytrwali. Jak Vaelin szybko się przekonuje, jego życiu zagrażają nie tylko niebezpieczeństwa szkolenia, ale także czyhający nań skrytobójcy. Na dodatek w jego żyłach rozbrzmiewa pieśń krwi, pewna księga proroctw wspomina coś o niemal niepokonanym rycerzu, a magia, przez niektórych zwana Ciemnością, podnosi głowę z uśpienia.

„Pieśń krwi” była powieściowym debiutem Anthony’ego Ryana, dla mnie natomiast jest pierwszym spotkaniem z twórczością autora. Muszę powiedzieć, że Ryan od razu rzuca czytelnika na głębokie wody. Dostajemy do ręki rozbudowaną i złożoną historię z bogatym światem stojącym na solidnych fundamentach. Życie głównego bohatera poznajemy w formie jego własnych wspomnień spisywanych przez kronikarza Verniersa, gdy ci dwaj znajdują się na statku płynącym w kierunku wysp Cesarstwa.

Vaelin Al Sorna miał bogate – zwłaszcza w ból – życie. Już od najmłodszych lat zmuszony był do walki o przetrwanie, gdy po śmierci matki trafił pod skrzydła Szóstego Zakonu Wiary. Tam nikt nie przejmował się uczuciami odbywających szkolenie chłopców i nie szczędził im razów trzcinką, jeśli tylko popełnili najmniejszy błąd. Nauczyciele byli surowi, lecz sprawiedliwi, gdyż z chwilą przestąpienia progów Zakonu każdy stawał się równy oraz, niezależnie od pochodzenia, musiał zapomnieć o swojej rodzinie i poprzednim życiu. Anthony Ryan poświęcił całkiem sporą część swojej debiutanckiej powieści na przedstawienie nam codziennego życia i szkolenia Vaelina i jego współbraci. Poznajemy ich przygotowania do kolejnych prób pozwalających przejść na kolejny etap nauki, ale też widzimy śmierć niektórych bohaterów, wraz z młodym Al Sorną ucząc się przechodzić żałobę i oswajać z odejściem przyjaciół. Przyznaję, że odczuwałam przy tym pewien vibe początków historii Geralta z Rivii, na szczęście nie odniosłam wrażenia, by autor nazbyt, jeśli w ogóle, zainspirował się twórczością polskiego pisarza.

Vaelin wzbudził we mnie sympatię, choć ma na swoim koncie również czyny, za które nienawidzi go wielu. Ale najsilniejszą emocją, o jakiej można powiedzieć w stosunku do tego bohatera, jest współczucie. Zarówno ze względu na jego straty, jak i z powodu tego, do czego był zmuszany oraz ile razy oszukiwany. Mimo wszystkich przeciwności nie poddawał się i parł do przodu, niejednokrotnie po trupach.

Oczywiście, jak w tego typu powieściach bywa, „Pieśń krwi” to nie tylko przygody bohaterów, ale też polityczne intrygi prowadzące do krwawych bitew i zbędnych śmierci. Anthony Ryan stworzył misterną siatkę układów, chęci posiadania oraz ambicji. Standardowo zaś, apetyt rośnie w miarę jedzenia i Vaelin coraz częściej musi stawać do walki w imieniu władcy.

„Pieśń krwi” jest krwawa. Trup ściele się gęsto, posoka tryska na boki, a ostre narzędzia idą w ruch z łatwością, dzięki czemu podczas lektury nie ma czasu na nudę i odprężenie. Ma to, niestety, pewien bardzo istotny mankament, gdyż oprócz ludzi cierpią również zwierzęta, co odpala w mojej głowie tryb Johna Wicka. Tak więc, jeśli jesteście wrażliwi na tego typu elementy, ostrzegam, że znajdują się one w powieści. Trzeba powiedzieć, że autor dobrze sprawił się w wzbudzaniu emocji u odbiorcy.

Fabuła jest rozbudowana, aczkolwiek całość napisano przystępnym językiem, choć nie obraziłabym się na większą dawkę humoru pozwalającą ciut odetchnąć po tych bardziej przygnębiających momentach. Czasem miałam tylko wrażenie, iż zbyt współczesnym jak na około średniowieczne czasy, w których osadzono historię. Nie wpłynęło to negatywnie na jej odbiór, budziło wyłącznie pewien dysonans. Ryan postawił też na sporą liczbę bohaterów drugo- i dalszoplanowych, więc trzeba czytać ze skupieniem, by dobrze zapamiętać, kto skąd pochodzi oraz jaką pełni funkcję.

„Pieśń krwi” to interesujące otwarcie cyklu, a zakończenie książki pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, co sprawia, że już z niecierpliwością czekam na kontynuację historii Vaelina Al Sorny. Jeśli lubicie powieści w klimatach bitewnego high fantasy, ten cykl będzie dla Was dobrym wyborem.

Tytuł oryginału: Blood Song

Cykl: Kruczy Cień

Tom: 1

Tłumaczenie: Marcin Kiszela

ISBN: 978-83-8375-023-1

Oprawa: zintegrowana

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →