Do czasu sięgnięcia po wydany nakładem wydawnictwa Story House Egmont komiks pod tytułem „Supergirl. Kobieta jutra” żyłem w dziwnym przeświadczeniu, że Supergirl jest mniej ważną postacią w multiwersum DC niż Batman czy Superman. Prawda natomiast okazuje się być zgoła inna, a ona sama wypada dużo ciekawiej niż jej kuzyn Kal-El.
Przede wszystkim, zamiast znanych ziemskich realiów, wyruszamy w wielką, wręcz epicką, kosmiczną wyprawę po światach różniących się od siebie jak dzień od nocy, a jednocześnie tak bardzo podobnych do naszej Ziemi. Nie ma większego znaczenia, czy chodzi o planetę, na której biedni rolnicy hodują kamienie, czy podróż na pokładzie międzygalaktycznego liniowca przemierzającego najdalsze zakątki zamieszkanego kosmosu. Życie wszędzie biegnie tak samo. Wszędzie można trafić na zło, nienawiść, okrucieństwo i chciwość. Przeplatają się one ze smutkiem, dobrocią oraz życzliwością.
A teraz do rzeczy. Historia ma swój początek na odległej planecie krążącej wokół czerwonego słońca, gdzie dochodzi do podstępnego zabójstwa zwyczajnego farmera przez królewskiego wysłannika używającego imienia Krem z Żółtych Wzgórz. Ten świat wybrała również na świętowanie swoich dwudziestych pierwszych urodzin Kara Zor-El, żeby po ludzku się napić, przy okazji wplątując się w całą aferę z poszukiwaniem zemsty przez Ruthye Marye Knoll – córkę zmarłego – i wspólnie podążają jego śladem.
Podczas swojej podróży tropem Krema bohaterki przeżyją wiele rozmaitych przygód. W większości są one mocno melancholijne, zmieszane w równych proporcjach ze złością, bo wszędzie tam, gdzie ścigany morderca postawił swoją stopę, zastają: zgliszcza, mogiły, śmierć i rozpacz ocalałych. W takich sytuacjach mogą jedynie służyć ramieniem oraz drobną pomocą. „Supergirl. Kobieta jutra” to również opowieść o rodzącej się przyjaźni między dwiema kobietami, a także o dorastaniu, radzeniu sobie z bólem po stracie, szukaniu sprawiedliwości i nadziei na lepsze jutro.
Choć główną, tytułową bohaterką jest Kara, historię poznajemy z perspektywy młodej Ruthye, dla której wszystko stanowi kompletną nowość. Dziewczyna nigdy nie opuszczała domu, a co dopiero mówić o międzygalaktycznych podróżach. Razem z nią odkrywamy te wszystkie cuda w postaci obcych światów i ich mieszkańców, piratów, magicznego konia będącego szybszym niż Supergirl, czy kosmicznego smoka. A przede wszystkim poznajemy prawdziwą potęgę Kary. Wszystko, o czym wspomniałem, to zaledwie drobna zapowiedź tego, co Was czeka na kartach recenzowanego komiksu.
Na samym początku wspomniałem, że Supergirl wypada dużo ciekawiej niż jej kuzyn Kal-El. Bohaterka ciągle ma pod górkę, żyje w cieniu Supermana. Traktowana trochę po macoszemu, jak jego pomagier, to mocno krzywdząca perspektywa. Kara, choć ma dopiero dwadzieścia jeden lat, przeżyła utratę rodziny, zagładę domu – Kryptonu – oraz śmierć swoich przyjaciół. Udało jej się przekuć ten ogromny smutek i tęsknotę w coś pozytywnego. Ten bagaż doświadczeń sprawił, że jest silna, niezależna, niezwykle uparta i dojrzała. Będzie do końca walczyć za swoje przekonania, w obronie słabszych oraz bliskich.
O wizualnej stronie tego komiksu muszę powiedzieć jedno: wypada obłędnie i rewelacyjnie oddaje ducha całej historii. A to, co stworzył kadr po kadrze Bilquis Evely, jest dosłownie czystą poezją. Fenomenalnie ukazuje inność poszczególnych rozdziałów, sprawiając, że raz czułem się, jakbym trafił do Cymerii, by za chwilę znaleźć się w świecie wykreowanym przez mroczny umysł H.R. Gigera – znanego z filmu „Obcy”. Duża w tym również zasługa Matheusa Lopesa, kolorysty tego komiksu, bez którego prezentowany kosmos nie byłby taki wyśmienity. Pod pewnymi względami wygląda wręcz psychodelicznie, czym przypomina mi ilustracje z „Green Lantern: Galaktyczny Stróż Prawa”.
Ze wszystkich komiksów, jakie miałem okazję do tej pory przeczytać, to właśnie „Supergirl. Kobieta jutra” zostanie w mojej pamięci na bardzo długo, zajmując miejsce obok soczystego pierwszego tomu „Amerykańskiego wampira”. Podczas tej krótkiej przygody zdążyłem polubić Karę, a poznawanie jej historii dostarczyło mi masę frajdy. Dlatego jeśli lubicie dobre powieści graficzne, musicie sięgnąć po ten tytuł.

- Tytuł: Supergirl. Kobieta jutra
- Tytuł oryginału: Supergirl: Woman of Tomorrow
- Scenarzysta: Tom King
- Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
- Ilustrator: Bilquis Evely
- Kolorysta: Matheus Lopes
- Wydawnictwo: Egmont
- ISBN: 9788328173477
- Wymiary: 17 x 26 cm
- Oprawa: twarda
- Liczba stron: 272
- Data wydania: 6 maja 2026
- Cena okładkowa: 139,99 zł
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.




