Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJESCIENCE FICTION

Recenzja: „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół”

WereWolf
· 5 min czytania
Recenzja: "Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół"

Recenzja: "Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół"„Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” to komiksowa wersja przygód ostatniego Władcy Czasu. Za publikację odpowiada Wydawnictwo Egmont.

Doktor Who pojawił się w moim życiu w 2006 roku, gdy publiczna telewizja zaczęła emitować odcinki z tzw. New Who z Dziewiątym Doktorem, w którego rolę wcielał się Christopher Eccleston oraz o towarzyszącej mu Rose, granej przez Billie Piper. Ich podróże przez czas i przestrzeń w niebieskiej policyjnej budce zwanej TARDIS przypadły mi do gustu na tyle, iż moja sympatia trwa po dziś dzień. Przez te wszystkie lata nie zabrakło trochę wybojów, gdyż nie do wszystkich wcieleń lub towarzyszy Doktora zapałałam sympatią, ale mimo wszystko sentyment pozostał i zawsze staram się być na bieżąco z nowymi odcinkami. Tak więc bardzo ucieszyła mnie informacja, iż wreszcie doczekamy się w Polsce komiksowego wydania przygód ostatniego Władcy Czasu.

Ale tak naprawdę historia Doktora Who rozpoczęła się w 1963 roku, kiedy to brytyjska telewizja wyemitowała pierwszy odcinek serialu. Od tamtej chwili zyskał miano kultowego i chyba każdy, kto choć odrobinę interesuje się fantastyką kojarzy tę produkcję. Jednak przejdźmy do tego, co najważniejsze w tej recenzji, czyli  „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół”. Za zawarte tu scenariusze i rysunki odpowiadają Dan Slott, Jody Houser, Christopher Jones, Mike Collins, Matthew Dow Smith, Roberta Ingranata, zaś za tłumaczenie na język polski, Marek Starosta.

W skład pierwszego polskiego komiksu o Doktorze Who wchodzą: „Był sobie Władca Czasu” podzielona na podhistorie „Ognisko” oraz  „Ład i skład”, a także „Opowieść o dwojgu Władcach Czasu” i „Prąd zmienny”. Spotykamy w nich Dziewiątego, Dziesiątego oraz Trzynastą Doktor, choć całość otwierają postacie wcieleń Władcy Czasu z klasycznej wersji serialu. Natomiast towarzyszą mu Martha Jones, Rose Tyler, Graham, Ryan oraz Yaz. Nie zabrakło również ponadczasowych przeciwników Doktora – Cybermeni, Dalekowie i Płaczące Anioły są, między innymi, tymi postaciami z uniwersum whoviańskiego, które przewijają się na planszach zawartych w tym zestawie komiksów. Zwłaszcza ci ostatni odgrywają znaczącą rolę fabularną i nie będę ukrywać – zawsze należeli do jednych z moich ulubionych. Wzbudzający grozę nawet w samym Doktorze, tacy, przez których bezpowrotnie tracił przyjaciół.

Sama postać Doktora bywa… zmienna. Władca Czasu ma tę umiejętność, że w chwili, gdy jego ciało doznaje krytycznych obrażeń może się regenerować. Dzięki temu przez te ponad sześćdziesiąt lat jego/jej postać mogli odtwarzać różni aktorzy i aktorki. Zmienia się nie tylko wygląd zewnętrzny Doktora, ale również charakter i upodobania. Od przyjaznego i wesołego, po mrukliwego i zrzędliwego. Jedyne, co pozostaje bez zmian to ciekawość świata, nowych miejsc i istot. Ten element doktorowego uniwersum bez problemu można znaleźć w omawianych komiksach. Mimo że czasem z ust głównego bohatera padają słowa „Silly old universe. The more I save it the more it needs saving”, Doktor nigdy nie waha się, by ruszyć wszechświatowi na ratunek, nawet jeśli miałoby go to kosztować życie. „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” dokładnie pokazuje owo przywiązanie Władcy Czasu do otaczającego go życia.

Scenariusze stworzone przez Dana Slotta i Jody Houser pełne są dynamicznej akcji i jej zwrotów oraz charakterystycznej dla doktorowego świata bieganiny ku nowej, najczęściej niebezpiecznej przygodzie. Fabuła prowadzona jest szybkim tempem porównywalnym do tego, jakim TARDIS przemierza czas i przestrzeń. Jednocześnie konwencja komiksów idealnie oddaje klimat, jaki znam z serialu. Bohaterowie są tacy, jakimi byli na ekranie, a przygody, w których biorą udział spokojnie mogłyby stanowić scenariusze dla kolejnych odcinków produkcji.

Choć podtytuł tego zestawu brzmi „Z niewielką pomocą przyjaciół”, tak naprawdę towarzysze odgrywają w życiu Doktora bardzo ważną rolę – bez ich wsparcia nie udałoby mu się wykaraskać z niektórych tarapatów. A już na pewno jego podróże byłoby nudne i samotne. Także oni prezentują różne odmiany charakterów, co sprawia, iż każdy znajdzie kogoś, z kim mógłby się utożsamić.

Doktor Who zabierał swoich widzów, czytelników i słuchaczy (gdyż przez lata pojawiły się zarówno komiksy, książki, jak i słuchowiska z jego przygodami) nie tylko na odległe planety, w przeszłość lub przyszłość Ziemi – tę bardziej zgodną z historią lub, jak ma to miejsce w jednym z komiksów, jej alternatywną wersją, ale także pozwalał niejednokrotnie spotykać prawdziwe postacie, które wykorzystywane były fabularnie, a Władca Czasu najczęściej musiał przychodzić im z pomocą. Nie inaczej jest w tym zbiorze, opowieść „Prąd zmienny” pozwala nam spotkać Nicola Teslę i Thomasa Edisona. Nadmienię, że po raz kolejny, gdyż pierwszy raz pojawili się w serialowym odcinku z przygodami, również, Trzynastej Doktor i jej towarzyszy.

Komiksy zawarte w „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” mają w sobie coś, co jednocześnie można uznać za wadę i zaletę. Jeżeli do tej pory nie znaliście tej postaci i uniwersum pewne elementy fabuły i nawiązania będą Wam umykać. Nawet ja nie byłam w stanie wyłapać wszystkich, szczególnie tych odnoszących się do klasycznych odcinków, które w Polsce praktycznie nigdy nie były emitowane. To wada. Jednocześnie, przynajmniej taką mam nadzieję, przynajmniej część czytelników zachęci to do zapoznania się z tym bogatym światem Władcy Czasu, by samemu móc sprawdzić, co jeszcze przytrafiło się Doktorowi i towarzyszącym mu w TARDIS przyjaciołom.

„Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” to przyjemne przetarcie szlaków dla komiksowej wersji przygód kosmity z Gallifrey. Wbrew pozorom nie jest pozycją wyłącznie dla fanów serialu. Opowieści są wciągające, czasem kuriozalne (ale w towarzystwie Doktora to nic nadzwyczajnego), pełne przygód, lekcji przyjaźni oraz szacunku, i nawet brak znajomości pewnych wątków nie wyklucza czerpania przyjemności z lektury. Mam nadzieję, że kolejne komiksy z Doktorem Who w roli głównej pojawią się na polskim rynku i nie będzie trzeba zbyt długo na nie czekać. Całość zawiera kilka smaczków, jak rozmowę z Danem Slottem, scenarzystą do „Był sobie Władca Czasu”, czy też grafiki związane z komiksowymi wydaniami perypetii Doktora. Czekam na więcej, zwłaszcza po tym zakończeniu ostatniej historii. Równocześnie mam nadzieję, że serial, tak jak jego tytułowy bohater, wyjdzie obronną ręką z kłopotów, w jakie ostatnio popadł i będzie bawił kolejne pokolenia podróżami przez czas i przestrzeń.

ISBN: 9788328174825
Liczba stron: 276
Oprawa: twarda
Wymiary: 17.0×26.0cm
Ilustrator: Christopher Jones, Mike Collins, Matthew Dow Smith, Roberta Ingranata
Tłumacz: Marek Starosta

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →