„Imperium Kolibra” to pierwszy tom historii, której autorką jest Żaneta Siemsia-Pindur. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Spisek Pisarzy.
“Imperium Kolibra” jest alternatywną wersją znanej nam z podręczników historii. W wizji autorki to nie Aztekowie zostali podbici, ale sami wyruszyli na podbój świata statkami skonfiskowanymi konkwistadorom. Opowieść, przenosząca nas do Londynu, skupia się na dwóch przyjaciołach – Toltecatlu Tecciztecatlu, który właśnie ma zostać kapłanem oraz inżynierze Eztlim de Garlande. Znają się od dzieciństwa i łączy ich niełatwa przeszłość. Wiele lat temu dziecięca ciekawość zamieniła się w tragedię, której konsekwencje pozostają z nimi już na zawsze. Gdy przychodzi moment, w którym Toltecatl ma złożyć swoją pierwszą ofiarę, by udobruchać boga i zapobiec końcu świata, okazuje się, że rzeczywistość robi zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i życie młodych mężczyzn ulega zmianom bez powrotu.
We współczesnej fantastyce dostępnej na polskim rynku wydawniczym motyw krajów i wierzeń Ameryki Południowej nie jest zbyt popularny. Czasem pojawia się jako dodatek na dalszym planie, ale dopiero w książce Żanety Siemsia-Pindur znalazłam go jako główny i przewodni wątek wykreowanej historii. Rodzimi autorzy najczęściej skupiają się na znanej nam mitologii słowiańskiej, tak więc z chęcią sięgnęłam po coś nowego.
“Imperium Kolibra” to nie jest cosy opowieść która otula człowieka niczym ciepły kocyk. Wręcz przeciwnie, jest zimno, mrocznie i brutalnie. Autorka zabiera nas do świata, w którym bogowie oczekują krwawych ofiar z ludzi, a nawet odpowiednie pochodzenie nie jest w stanie uchronić przed więzieniem i śmiercią. Jak nietrudno się domyślić, takie traktowanie obywateli prędzej czy później wzbudzi chęć buntu, szczególnie wśród rodowitych Europejczyków mających już dość życia pod butem najeźdźcy. Również ten element znajdziemy w “Imperium Kolibra”.
Stworzona przez Żanetę Siemsia-Pindur fabuła jasno pokazuje jak religia może stać się narzędziem ucisku i kontroli. W opierającym się na hierarchii i wyraźnych podziałach świecie każdy błąd, zachowanie czy nieodpowiednio wypowiedziane słowo może okazać się tym ostatnim. Bohaterowie rozdarci są między przyjaźnią oraz rodziną a powinnością wobec władzy. Muszą podejmować wybory łamiące nie tylko serce, ale też duszę. W skomplikowanym świecie intryg i układów zmuszeni są lawirować niczym linoskoczek nad przepaścią.
“Imperium Kolibra” złożone jest z ciekawych bohaterów. Autorka poświęciła czas, by każdego z nich przedstawić w indywidualny i głęboki sposób. Nie są wyłącznie papierowymi marionetkami ani cieniami na kartach powieści. Mają swoje pragnienia, lęki, marzenia. Los nie szczędzi im trudności, z którymi radzą sobie najlepiej jak w danej chwili potrafią. Niektórzy już od pierwszej chwili wzbudzają sympatię, innym od razu życzy się wzajemności.
Przyznaję, że początkowo miałam pewien problem z wejściem w historię, którego głównym powodem był zapis imion i nazw związanych z kulturą Azteków. Na szczęście Żaneta Siemsia-Pindur zadbała, by uzupełnić swoją książkę o słowniczek, który wyjaśnia najważniejsze pojęcia, ale też pokazuje prawidłowy sposób ich wymowy. To według mnie miły dodatek ułatwiający lekturę.
“Imperium Kolibra” to ciekawe otwarcie dwuczęściowej historii. Jest brutalnie, nie brakuje bólu czy cierpienia, ale też całość zmusza do refleksji nad tym, co w życiu najważniejsze. Czas spędzony z książką uznaję za satysfakcjonujący.
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2024
Ilość stron: 430
ISBN: 9788397035485
Wymiary: 14×20.5 cm
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



