Recenzja: “Piąta skóra Nigumy” – Aleksandra Bednarska “Piąta skóra Nigumy” autorstwa Aleksandry Bednarskiej to mająca wiele warstw historia, która zabiera Czytelnika ku Złotym Górom. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Spisek Pisarzy.
Mały, orientalny sklepik w podziemiach Dworca Centralnego. Za jego ladą stoi Ewa, niepozorna młoda kobieta o urodzie z innej szerokości geograficznej. Nikt nie wie, że pod tą powłoką, i to w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia, skrywa prawdziwą siebie – mięsożerną boginię o tęczowej skórze, Nigumę. Ewa, bo tak każe nazywać się innym, ma obsesję na punkcie jednej ze swoich klientek, Majki, i choć ma podstawy, by przypuszczać, że nie zaprowadzi jej to w dobre miejsce – wszak na szlaku swojego liczącego tysiące lat istnienia spotykała już różne jej wcielenia – nie jest w stanie oprzeć się pokusie. Jednak tym razem owa skomplikowana relacja zaprowadzi Nigumę w miejsce, którego się nie spodziewała.
Przyznaję, że wierzenia Indii i ich okolic są mi z gruntu obce. Jak większość, kojarzę kilka głównych bóstw, jednak na tym moja wiedza się kończy. Tak więc “Piąta skóra Nigumy” była dla mnie pewnego rodzaju zaskoczeniRecenzja: “Piąta skóra Nigumy” – Aleksandra Bednarskaem oraz możliwością zdobycia nowej wiedzy. Możliwe, iż gdzieś w czeluściach mojego mózgu kołatały się informacje o tym, że wspomniany panteon to niekoniecznie istoty do rany przyłóż. Jednak nie przebiły się na światło dzienne i elementy w stylu Hannibala Lectera wzbudziły moje mieszane uczucia.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że “Piąta skóra Nigumy” to banalna historia o bogini, która zeszła między ludzi i postanowiła żyć jak zwyczajny człowiek. Ale to tylko pozory. Opowieść stworzona przez Aleksandrę Bednarską to złożona historia o poznawaniu siebie oraz dojrzewaniu do tego, by żyć w zgodzie ze sobą, a nie tym, jak w swoich wyobrażeniach stworzyli nas inni. Wraz z jej tokiem Niguma ponownie odnajduje drogę do oświecenia, tym razem takiego, które wreszcie przynosi jej spokój ducha.
“Piąta skóra Nigumy” opowiada także o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić z siebie w imię uczucia do innej osoby. Nie jest to problemem, gdy jest ono odwzajemnione. Gorzej, jeśli druga strona, tak jak Majka, jedynie bierze.
Jak już wspomniałam, główna bohaterka, Niguma, budziła we początkowo mieszane emocje. Jej mordercza strona – dieta na bazie ludzkiego mięsa, lekkie podejście do zabijania, wyprawione skóry powieszone na hakach w mieszkaniu oraz niezdrowa obsesja na punkcie Majki – sprawiały, że niekoniecznie była to postać, którą chciałabym spotkać na swojej drodze. Ale z każdą stroną, zagłębiając się w jej historię i rozterki, zaczynałam darzyć ją cieplejszymi uczuciami, a nawet współczuciem. Choć chyba wciąż nie chciałabym stanąć z nią oko w oko, a już na pewno usłyszeć padającego z jej ust pytania “Znasz historię bodhisattwy Nigumy?”.
Chociaż wciąż trzeba pamiętać, że mimo ludzkiego wyglądu, jaki na co dzień przybiera Niguma, nie jest ona człowiekiem i nie można po niej oczekiwać, że w stu procentach będzie stosowała się do zasad obowiązujących w społeczeństwie. A już tym bardziej jestem przeciwna przypinaniu jej łatki psychopatki.
“Piąta skóra Nigumy” stanowi przypomnienie, że nawet długowieczność i boska moc mogą nie wystarczyć, by uchronić się przed popełnianiem błędów. Czasem po prostu jesteśmy jak te ćmy lecące do światła i musimy się sparzyć, aby wyciągnąć lekcję. A niekiedy nawet to nie wystarczy.
Powieść autorstwa Aleksandry Bednarskiej jest wielowarstwową historią, która z każdą stroną przynosi nowe wrażenia i zmusza do refleksji nad samym sobą. Zaś jej głównym przekazem, przynajmniej w moim odczuciu, jest stwierdzenie, że aby zdrowo pokochać innych, najpierw musimy kochać i akceptować siebie.
Był jednak w tej powieści element, który działał na mnie w sposób, w jaki czerwona płachta działa na rozjuszonego byka. Jako ktoś z wybitną alergią na zdrobnienia imion, zgrzytałam zębami za każdym razem, gdy w tekście pojawiało się słowo “Ewuś” bądź inna jego wariacja. Zwłaszcza, że wypowiadała je postać, która z premedytacją wykorzystywała Nigumę, a ta godziła się na toksyczne traktowanie w imię uczuć.
“Piąta skóra Nigumy” była ciekawą podróżą zarówno przez wycinek orientalnych wierzeń i praktyk, jak również przez zestaw emocji, które budziły się we mnie podczas lektury. Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Bednarskiej i autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi stworzyć złożoną historię będącą czymś więcej niż początkowo może się wydawać. Czekam na więcej jej książek i opowiadań.
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.




