„Śledztwo w Sprawie Nadzwyczajnej” autorstwa Mateusza Cieślika to finałowy tom historii o krakowskich akademikach. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa BEYA.
Po dramatycznych wydarzeniach z Zakopanego Sara Kos stara się prowadzić w miarę normalne życie pośród mieszkańców Urzędu do Spraw Dziwnych i Zdarzeń Zachodzących w Niewyjaśnionych Okolicznościach. Jednak od jakiegoś czasu w środowisku animów nie dzieje się dobrze, a brutalne morderstwo niemal całej rodziny Bonarów sprawia, że w Krakowie jest co robić. Sara, oddelegowana do pomocy w rozwiązaniu sprawy, jeszcze nie wie, że prawdziwe chwile grozy dopiero przed nią samą i tymi, których kocha.
Nie będę udawać. Tym, co w ubiegłym roku przyciągnęło moją uwagę do serii Mateusza Cieślika, były okładki. Tajemnicze znaki, złoty font, a na środku postać z ludzkim ciałem i zwierzęcą głową. Wszystko w zdecydowanie mrocznych, niż bajkowych klimatach. Tak oto zaczęła się moja przygoda i szybko okazało się, że „Urząd do Spraw Dziwnych” jest tym, co mocno trafia w mój gust.
Muszę Was ostrzec od samego początku. Opowieść, jaką stworzył autor, już od pierwszego tomu jest mroczna, brutalna i pełna smutku. Porusza tematy śmierci, przemocy fizycznej i psychicznej, odbierania sobie życia, nierównego traktowania, tak więc, jeśli któryś z tych elementów miałby budzić Wasz lęk bądź wzmacniać niepokój, lepiej poczekajcie z lekturą na bardziej dogodny moment.
Jednocześnie historia animów – istot o ludzkich ciałach i głowach zwierząt, którzy praktykują swego rodzaju magię, a kulturowo utknęli gdzieś w początkach ubiegłego wieku – jest w moim odczuciu pewnym powiewem świeżości w porównaniu z tym, co ostatnimi czasy wybija się najmocniej na półkach księgarni. Polubiłam tę retro atmosferę, w której życie wolne jest od pośpiechu współczesnego świata. Gdzie kawę parzy się na kaflowej kuchni, a elektronika nie dotarła. Zapewne gdybym, tak jak Sara Kos, nagle trafiła do takiego świata, byłoby mi początkowo trudno przestawić się na jego tryby. Ale jakże spokojniejsze wydaje się to życie, w którym można cieszyć się z popołudnia na słonecznej werandzie, wspólnych posiłków i rozmów z bliskimi, nauki nowych rzeczy.
Jak już wspomniałam, cała seria nie stroni od brutalności, ale w trzecim tomie ten element odczuwalny jest bardzo mocno. Mateusz Cieślik w powieści „Śledztwo w Sprawie Nadzwyczajnej” nie tylko nie stara się traktować swoich Czytelników z łagodnością, ale równie silnie postanowił ich zaszokować. Śmierć goni śmierć, a chwile bezwzględnej przemocy pojawiają się niemal jedna za drugą. Choć tak naprawdę krwi nie rozlewa się zbyt dużo, są obrazy znacznie gorsze aniżeli te stworzone pędzlem maczanym w czerwieni posoki. Szczególnie, jeśli dotyczą postaci, które zdążyło się polubić, postaci, których największą zbrodnią było to, że nie urodziły się ludźmi lub po prostu znalazły się w złym miejscu, o złej porze.
„Śledztwo w Sprawie Nadzwyczajnej” jest książką, w której wydarzenia przedstawione są w sposób dynamiczny, mimo że pomiędzy nimi upływają tygodnie. Przez cały ten czas jednak bohaterowie mają ręce pełne roboty. Toczące się śledztwo w sprawie rodziny Bonarów, walka z Ortodoksyjnymi – sektą, która posunie się do każdego czynu, byle tylko usunąć animów ze świata – oraz przygotowania do wiszącej w powietrzu walki zaprzątają umysły mieszkańców Urzędu. Główna bohaterka oprócz tego zmierzyć musi się ze swoimi prywatnymi problemami, takimi jak pojawiające się kłopoty w związku, dalszy konflikt z ojcem czy kwestia mordercy Augustyna Kerekesza, który wywrócił życie nastolatki do góry nogami, a z którym łączy ją nietypowa więź. Tak więc dzieje się dużo i nie brakuje emocji. W większości tych mrocznych, jednak w całym tym chaosie znaleźć można również trochę chwil radości.
Mam dla Was jeszcze jedno wyznanie. Nie takiego zakończenia się spodziewałam. Choć, uwzględniając klimat, w jakim autor stworzył swoją historię, nie liczyłam na 100% happy end, to, co zaserwował Czytelnikom Mateusz Cieślik, łamie nie tylko serca, ale też umysły. Wciąż jestem na tych początkowych etapach żałoby – zaprzeczenia, złości, targowania się – i, mimo że wiem, iż w końcu przyjdzie akceptacja, jak na razie nie mogę pogodzić się z losem bohaterów. Wciąż łudzę się, że będzie coś jeszcze, może kolejny tom, albo chociaż opowiadanie, które rozwieje mroki niedopowiedzeń. Nie chodzi tu o niedomknięte wątki, lecz o kierunek, jakim potoczyły się wydarzenia.
„Śledztwo w Sprawie Nadzwyczajnej” udanie, lecz inaczej niż na to liczyłam, zamyka opowieść o świecie animów. Było dużo wzruszeń, złości i zaskoczeń. Szkoda, że to już koniec, gdyż stworzone przez Mateusza Cieślika uniwersum ma duży potencjał na wiele intrygujących przygód. Szczególnie po sytuacji powstałej w zakończeniu trzeciego tomu. Jeśli macie ochotę na coś mrocznego od rodzimego autora, śmiało sięgajcie po powieści z cyklu „Urząd do Spraw Dziwnych”.
Cykl: Urząd do Spraw Dziwnych
Tom: 3
ISBN: 9788328913417
Data wydania: 17.12.2024
Format: 140×208
Kategoria wiekowa: 16+
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



