Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJE

Recenzja: „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” – Mateusz Cieślik

WereWolf
· 4 min czytania
Recenzja: „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” - Mateusz Cieślik

Recenzja: „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” - Mateusz Cieślik„Urząd do Spraw Dziwnych” oraz „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” autorstwa Mateusza Cieślika to historie zabierające czytelnika w niesamowity świat animów, w którym istoty o ciałach ludzi i głowach zwierząt rządzą się swoimi prawami. Książki ukazały się nakładem wydawnictwa BeYA.

Sara Kos ma kilkanaście lat i wraz z rodzicami i młodszym bratem mieszka pod Krakowem. Jednak jej życie dalekie jest od ideału. Matka dziewczyny zaginęła rok temu, zaś ojciec tyran woli topić smutki w alkoholu. Kiedy do sąsiedztwa sprowadza się nowy chłopak, jego specyficzny wygląd i zachowanie sprawiają, że ciekawość i podejrzliwość wiodą Sarę na teren jego posiadłości. To, co tam odkryje, wywróci życie nastolatki o sto osiemdziesiąt stopni.

Jak już pisałam we wcześniejszej recenzji, tym, co zwróciło moją uwagę na cykl Mateusza Cieślika były okładki – mroczne, z nietypowymi grafikami, mające w sobie coś, co w obecnej dobie stockowych obrazów bądź generowanych przez AI wyglądało intrygująco. Szybko okazało się, że treść również trafia w mój gust.

Bo „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz jego kontynuacja „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” nie są wesolutkimi historyjkami pełnymi lekkości i humoru. Nie, to powieści poruszające trudne tematy – porzucenie, śmierć, uzależnienie, poczucie winy, odnajdywanie swego miejsca na świecie – i choć osadzone w magicznym, fantastycznym świecie ukazują te wątki w bardzo realny i ludzki sposób. A taki sposób kreowania świata lubię najbardziej, bez owijania w bawełnę i sztucznej radości.

Mateusz Cieślik stworzył postacie, z jakimi wcześniej nie miałam okazji się spotkać. Najczęściej w literaturze fantasy, jeśli bohaterowie są połączeniem człowieka i zwierzęcia, stanowią wszelkiej maści łaki. Mogą przybierać formę ludzką, zwierzęcą lub coś pomiędzy, a najbardziej rozpoznawalne są bodaj wilkołaki. „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” stanowią pod tym względem innowację – animowie nie mogą zmieniać swojego wyglądu, od chwili urodzenia, po ostatnie tchnienie mają zwierzęcą głowę i ludzkie ciało. Co znacząco utrudnia im wtapianie się w otoczenie, zwłaszcza teraz, gdy każdy nasz ruch śledzą czujne oczy miejskiego monitoringu, a wszyscy nosimy w kieszeni urządzenie pozwalające momentalnie nagrywać obraz. Akcja powieści osadzona została współcześnie, aczkolwiek animom daleko do typowego obrazu współczesności.

Zwykli ludzie powiedzieliby, że świat animów jest zacofany i staroświecki. Nie znajdziecie tam elektryczności, telewizorów, komputerów. Nawet aparaty fotograficzne są urządzeniami „sprzed epoki”. Z jednej strony nuuuudy, z drugiej, społeczność stworzonych przez Cieślika bohaterów ma coś, o czym my współcześnie coraz bardziej zapominamy – umiejętność wspólnego spędzania czasu, spożywania posiłków, bezpośrednich rozmów. Z naszej perspektywy ich świat może wydawać się mało interesujący, jednocześnie jednak pozbawiony jest tego pędu i gonitwy za zyskiem.

Jednak z pewnością nie jest wolny od lęku i niebezpieczeństw. Szczególnie że budzący grozę morderca, Augustyn Kerekesz, od lat pozostaje na wolności, a tropiący go urzędnicy nie są w stanie złapać jego śladu. Jednak wszystko zaczyna nabierać tempa, gdy w ich życiu pojawia się Sara Kos.

Książkom Mateusza Cieślika nie brakuje dynamiki. Sporo w nich pojedynków z użyciem magicznych dyskryptów, pościgów i zwrotów akcji. Walki na śmierć i życie, pościgów po miejskich kanałach czy wzajemnych polowań na autostradach. Nawet Zakopane – choć bez misia – nie może czuć się bezpiecznie. Zarówno „Urząd do Spraw Dziwnych”, jak i jego kontynuacja „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” nie pozwalają na nudę. Nie zabrakło w nich również dawki humoru, choć ten bywa dość specyficzny, i dopasowany raczej do mentalnej epoki animów.

Ciekawym elementem, który zwraca uwagę, są imiona bohaterów. Nie spotkamy tu zwykłych Jasiów, Kubusiów czy Małgosi. Na kartach powieści znaleźć możemy wspomnianą już Sarę, lecz także Petroniusza, Hugona, Arona czy Fabiana. A to tylko niektóre z propozycji. Z kolei bardziej zaawansowani wielbiciele fantastyki zauważą w tych powieściach mrugnięcia okiem w kierunku innych autorów, np. Marty Kisiel.

„Urząd do Spraw Dziwnych” jak również „Delegacja do Spraw Beznadziejnych” są historiami pełnymi smutku i nie stroniącymi od cierpienia. Zmuszają odbiorcę do refleksji nad tym, co  tak naprawdę powinno być ważne. Świat animów jest poważny, czasami może trochę sztywny od tych wszystkich zasad, których starają się przestrzegać, jednakże również otwarty – przynajmniej jego krakowski oddział – na ludzi i wzajemne poznawanie.

Jeżeli szukacie nietypowych powieści z gatunku fantastyki i macie ochotę na coś od rodzimego autora, to serdecznie polecam Wam powieści „Urząd do Spraw Dziwnych” oraz jego kontynuację „Delegacja do Spraw Beznadziejnych”. Zapewniam, że nie uznacie poświęconego im czasu za stracony.

Autor: Mateusz Cieślik
Seria: Urząd do Spraw Dziwnych
Tom: 1-2
Stron: 312/384
Oprawa: miękka
ISBN: 9788328395886/9788328903050

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →