„Szmaragdowy ogień” autorstwa Ilony Andrews to kolejny tom cyklu „Ukryte dziedzictwo”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.
Feliks Morton zginął brutalną śmiercią, a jego ojciec zrobi wszystko, by dowiedzieć się, kto stoi za morderstwem ukochanego syna. Catalina Baylor jako zastępczyni Strażnika Teksasu musi zająć się tą sprawą. Młoda kobieta ma na głowie również własne problemy – na jej bliskich napadają istoty, jakich Houston jeszcze nie widziało, zaś wkrótce okazuje się, że będzie zmuszona współpracować z Alessandrem Sagredem, mężczyzną, w którym beznadziejnie się zakochała i który ją porzucił.
„Szmaragdowy ogień” jest piątym tomem cyklu „Ukryte dziedzictwo” i drugim, w którym główną rolę odgrywa Catalina. Młoda głowa rodu musi radzić sobie zarówno z problemami w pracy oraz tymi prywatnymi. Choć uleczyła już złamane serce, a przynajmniej tak jej się wydaje, sercowe rozterki wciąż są dla niej drażliwym tematem. Ilona Andrews sprawnie łączy wątek kryminalny z magią oraz romansem, serwując czytelnikom pełną gamę emocji.
Tym razem bohaterowie muszą zmierzyć się z kreaturami łączącymi w sobie magię i technologię. Co najgorsze, jedna z nich wymknęła się spod kontroli i może dosłownie doprowadzić do apokalipsy, jeżeli nie zostanie w porę powstrzymana. Catalina zmuszona jest blisko współpracować z Alessandrem, by zapobiec zbliżającej się zagładzie, a ich uczucia zaczynają odżywać.
Choć było to poniekąd do przewidzenia, podobało mi się, że w tym tomie Ilona Andrews nadała większą głębię postaci Alessandra. To już nie jest ten bawidamek, za jakiego uważał go świat. Poznajemy jego historię i motywy, które doprowadziły go do tego miejsca, w jakim znajduje się obecnie jego życie. Można go lubić lub nie, jednak nie można odmówić młodemu Sagredo uporu i determinacji w osiągnięciu celu.
Dotychczas przeciwności, z jakimi musieli mierzyć się bohaterowie, w głównej mierze opierały się na samej magii. Oczywiście korzystali z wszelkiej maści możliwości dawanych przez system zbrojeniowy, jednak to ich moc była najważniejsza. Tym razem, w konsekwencji kradzieży serum Ozyrysa, do której doszło we wcześniejszych tomach, muszą walczyć z bardziej skomplikowanymi istotami. „Szmarogdowy ogień” pokazuje, że Ilona Andrews rozwija swoje pomysły i nie idzie po linii najmniejszego oporu. Standardowo nie zabrakło walk na śmierć i życie, pełnych mocy i fruwających elementów otoczenia.
Jeśli zaś chodzi o samą Catalinę, trzeba pamiętać, że to bardzo młoda osoba, na której barki w krótkim czasie spadła bardzo duża odpowiedzialność i moim zdaniem radzi sobie całkiem nieźle. Ogarnia sprawy zawodowe, rodzinne oraz stara się ujarzmić swoje serce, co jak każdy z nas wie, jest zdecydowanie najtrudniejszym wyzwaniem. Zarządzanie agencją detektywistyczną Baylorów oraz bycie zastępczynią Strażnika Teksasu są już wystarczająco wyczerpujące, a do tego wszystkiego Catalina musi pilnować swojej mającej obsesję na punkcie Rodu i jego czystości babki, która choć zamknięta w więzieniu wcale nie straciła kontroli nad swoimi interesami. Chwila zawahania, jeden nieostrożny gest czy spojrzenie podczas odwiedzin i Catalina może skazać swoich najbliższych na śmierć.
Bardzo nie podoba mi się natomiast fakt, że na polskie wydanie kolejnego tomu będziemy musieli czekać do przyszłego roku, bo tym zakończeniu, jakie serwuje „Szmaragdowy ogień” już wiem, że w kolejne części będzie… ogień. Może jednak Fabryka Słów zlituje się nad fanami cyklu?
Tytuł oryginału: Emerald Blaze (Hidden Legacy 5)
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
ISBN: 978-83-8375-238-9
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 499
Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.



