Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJEFANTASY

Recenzja: „To królestwo mnie nie zabije” – Ilona Andrews

WereWolf
· 4 min czytania
Recenzja: "To królestwo mnie nie zabije" - Ilona Andrews

Recenzja: "To królestwo mnie nie zabije" - Ilona Andrews

„To królestwo mnie nie zabije” autorstwa Ilony Andrews to pierwszy tom nowego cyklu „Maggie Nieśmiertelna”. Za książkę odpowiada wydawnictwo SQN Imaginatio.

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia się budzicie i okazuje się, że w jakiś magiczny sposób przenieśliście się do świata ze swojej ulubionej serii książek fantasy. Super, prawda? No nie do końca. Co prawda Maggie trafia do Kair Toren, miasta, o którym niegdyś zaczytywała się godzinami, ale budzi się w rynsztoku, naga, brudna, zmarznięta i zmuszona walczyć o przetrwanie. Jej jedynym atutem jest encyklopedyczna znajomość świata oraz… nieśmiertelność. O czym przekonuje się w dość brutalnych okolicznościach. Mimo niesprzyjających warunków, Maggie bierze się w garść i postanawia nawiązać sojusze z postaciami, które przecież zna od podszewki. Lecz czy na pewno?

Ilona Andrews to pisarka (a raczej duet pisarski), po której książki sięgam w ciemno już od czasów serii o Kate Daniels. Tak więc, gdy na horyzoncie pojawiła się zapowiedź nowego cyklu, nie mogłam przejść obok niej obojętnie, a dodatkowo nasz portal zyskał okazję objęcia powieści patronatem. „To królestwo mnie nie zabije” przenosi czytelnika do miejsca pełnego magii, intryg i niebezpieczeństw. Polityczne układy i powiązania są tam na porządku dziennym, a każdy gest i słowo mają znaczenie. Zaś główna bohaterka musi albo dostosować się do panujących w nim zasad i grać według nich, albo zginąć.

Książkowa fantastyka, w której główny bohater trafia do świata znanego z czytanej przez siebie powieści nie jest aż tak popularna, a przynajmniej ja na nią nie trafiałam, więc spodobał mi się taki motyw fabularny. „To królestwo mnie nie zabije” ma wszystkie elementy, jakie powinno zawierać rasowe fantasy – magię, własne reguły, nieznane istoty, intrygi, walki na miecze i zaklęcia, oraz wątek romantyczny. Ilona Andrews nie żałowała czytelnikom składników, jednak nie musicie obawiać się przesytu. Wszystko wyważone jest w odpowiednich proporcjach i spasowane tak, by tworzyło spójną, sensowną całość. W powieści nie brakuje również emocji – od humoru po trzymające w napięciu sceny pełne grozy. Autorka dobrze wie, jak grać na uczuciach odbiorcy i skrzętnie to wykorzystuje.

Podobało mi się, że główna bohaterka, Maggie, nie trafia do Kair Toren jako heroina, która jednym spojrzeniem i machnięciem ręki podporządkowuje sobie królestwo i jego mieszkańców, by byli posłuszni jej woli. Młoda kobieta musi wykazać się sprytem i silną wolą, aby przetrwać i osiągnąć cele, jakie sobie zaplanowała. Nie wie, w jaki sposób trafiła do tego miejsca, ani jak się z niego wydostać, lecz mimo strachu i początkowego zagubienia szybko bierze się w garść i zaczyna robić lemoniadę z cytryn, które podsunęło jej życie. Szybko przekonuje się też, że jej pewność co do znajomości postaci, fabuły i nadchodzących wydarzeń nie jest tak doskonała, jak sobie wyobrażała. Ten świat żyje swoim życiem i toczą się w nim historie, których nie było na kartach jej ulubionych powieści.

Jak już pisałam, Maggie ma pewną przewagę, mianowicie jest nieśmiertelna, a ściślej rzecz ujmując nie da się jej zabić (co lepiej oddaje oryginalny tytuł cyklu „Maggie the Undying”). Oczywiście przekonuje się o tym w bolesnych okolicznościach i to więcej niż raz. Ilona Andrews także ten proces utrudniła trochę swojej głównej bohaterce. Maggie nie budzi się jak gdyby nigdy nic. Każdą swoją śmierć odkupić musi bolesną regeneracją, uzależnioną od skali obrażeń. Mam wrażenie, że autorka lubi maltretować swoje bohaterki obolałymi kolanami i wędrówkami w górę schodów. Cierpiała tak Kate, cierpi tak Maggie.

Jak nietrudno się domyślić, „To królestwo mnie nie zabije” ma w sobie również wątek romantyczny. Oczywiście z przebojami i plot twistami, gdyż, jak już pisałam, nie wszystko, co Maggie wiedziała o Kair Toren i jego mieszkańcach, okazuje się być zgodne z rzeczywistością. Relacja romantyczna co prawda rozwija się dość szybko i poniekąd przewidywalnie, ale poprowadzona została tak, że ten wątek był dla mnie do zniesienia.

Tym, co może trochę przytłaczać w trakcie lektury jest liczba faktów o Kair Toren i świecie, do którego trafiła główna bohaterka. Jest tego naprawdę dużo, Maggie sypie nimi jak z rękawa przez co trzeba się dobrze skupić, by nie pomylić się kto z kim i dlaczego. Informacje o postaciach, żyjących w tym uniwersum istotach, magii, politycznych powiązaniach stanowią sporą część wykreowanej przez Ilonę Andrews historii.

„To królestwo mnie nie zabije” to pierwszy tom cyklu, a ja już nie mogę doczekać się kolejnego, choć nawet nie widać go na horyzoncie. Mam nadzieję, że Ilona Andrews nie postanowi potraktować swoich czytelników tak, jak potraktowano Maggie, i nie zostawi nas z niedokończonym cyklem. Zwłaszcza po takim zakończeniu, jakie zafundowała nam w tym tomie. Tak więc, jeśli lubicie fantasy z silnymi bohaterkami i magią, pełne emocji oraz niebezpieczeństw, to ta książka jest dla Was.

Seria: Maggie Nieśmiertelna
Tom: 1
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 752
Okładka: twarda
Tłumaczenie: Magdalena Świerczek-Gryboś
Redakcja: Katarzyna Myszkorowska
ISBN: 9788384062739

 

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →