Recenzja: „Biały żar” – Ilona Andrews

Podoba się?

„Biały żar”„Biały żar” autorstwa Ilony Andrews to drugi tom cyklu „Ukryte dziedzictwo” wydanego w Polsce przez wydawnictwo Fabryka Słów.

Twórczość Ilony Andrews (a raczej skrywającego się pod tym pseudonimem pisarskiego duetu) jest mi znana od lat. O ile serię o Kate Daniels pokochałam od pierwszego wejrzenia, o tyle do „Ukrytego dziedzictwa” nie pałałam aż takim zapałem. Wszystko ze względu na fakt, iż wiedziałam, że w tym cyklu większy nacisk położono na wątek romansowy, a to niekoniecznie jest mój ulubiony książkowy element. Jednak, ze względu na wierność autorom, nie mogłam nie sięgnąć po polskie wydanie książek.

„Biały żar” to już druga odsłona historii młodej detektyw Nevady Baylor i Connora „Szalonego” Rogana. Od wydarzeń przedstawionych w „Płoń dla mnie” minęło kilka miesięcy, ale Nevada nie próżnowała przez ten czas. Kolejne zlecenia przyjmowane przez jej biuro detektywistyczne przeplatały się ze zgłębianiem wiedzy na temat mocy i szlifowaniem własnego talentu. Bo panna Baylor zaczęła przyznawać się przed sobą, że jej umiejętności pozwalają jej myśleć o sobie jak o Magnusie – osobie obdarzonej najwyższymi zdolnościami magicznymi. Gdy zgłasza się do niej Cornelius Harrison, którego poznała rozwiązując sprawę Adama Pierce’a, po wstępnym wahaniu kobieta postanawia przyjąć zlecenie. Co, jak łatwo się domyślić, staje się początkiem kłopotów i śmiertelnego niebezpieczeństwa dla samej Nevady, ale także jej najbliższych.

Jeśli znacie serię o Kate Daniels i Curranie, to dostrzeżecie pewne podobieństwa między tymi historiami, szczególnie jeśli chodzi o wzajemne relacje między głównymi bohaterami. Ona, młoda kobieta obdarzona ponadprzeciętną mocą, zmuszona, by ją ukrywać, wszystko, co ma zawdzięczająca ciężkiej pracy i sile własnych rąk. Oraz on, bogaty, wpływowy, ze względu na posiadaną moc zbudzający u innych lęk samą swoją obecnością, sięgający lekką ręką po wszystko, czego zapragnie. Gdy się spotykają szybko zaczyna tlić się między nimi cos więcej niż sympatia, lecz jednocześnie żadne z nich nie ma ochoty na uległość i ustępstwa. Tyle cech wspólnych między tymi seriami, jednak kreacja świata przedstawionego w „Ukrytym dziedzictwie” jest zupełnie inna.

„Biały żar” nie pozwala Czytelnikowi na nudę. Zresztą z tą dwójką głównych bohaterów ten stan byłby trudny do osiągnięcia. Bo jeśli nie demolują właśnie połowy Houston bądź nie odpierają ataku małej armii, to ich wzajemne podchody i zaloty utrzymują odpowiedni poziom emocji. Szczególnie w tej ostatniej kwestii bywa gorąco, jeśli domyślacie się, co mam na myśli.

Główny wątek w powieści „Biały żar” obraca się wokół rozwikłania tajemniczej śmierci kilkorga prawników, w tym żony Corneliusa. Tropy kluczą i urywają się w najmniej odpowiednim momencie, w sprawę zaplątane są osoby z szanowanych Rodów, bohaterowie co chwilę narażeni są na śmiertelne niebezpieczeństwo. Trzeba przyznać, że Ilonie Andrews nie brakuje pomysłów na zróżnicowaną fabułę, a z kreacją światów i rządzących nimi praw radzi sobie wyśmienicie. Co prawda początkowo, tak jak Nevadzie, zdarzało mi się czuć lekkie zagubienie w polityce wielkich Rodów, na szczęście wraz z rozwojem akcji wszystko zostało wytłumaczone i jako Czytelnik nie czułam się jak przysłowiowe dziecko we mgle.

Całość napisana jest dynamicznie, magia i moc buzują z niemal każdej strony, jednak, jeśli lubicie walki wręcz, nie znajdziecie ich zbyt wielu. Większość spektakularnych pojedynków dzieje się przy użyciu siły umysłu i… kawałka kredy. Ewentualnie broni palnej lub ciężkiego sprzętu, najczęściej fruwającego w powietrzu w efekcie starań Szalonego Rogana. Nikt nie kręci piruetów z mieczem w ręku.

Ilona Andrews ma dar w kwestii tworzenia wiarygodnych i żywych postaci. Nevada jest sympatyczną młodą kobietą, silną, jeśli chodzi o kwestie zawodowe oraz rodzinne, ale mięciutką niczym plastelina, gdy na horyzoncie pojawia się Connor. Ten natomiast bywa irytujący, jego mania kontroli i podejście ”wiem lepiej, co jest dla ciebie dobre” wzbudzały we mnie dozę morderczych myśli. Aczkolwiek, w całym tym szaleństwie nie można mu odmówić troski, taktu i kultury. Taki trochę macho, jednak z zasadami.

Jednakże ze wszystkich bohaterów i tak najbardziej lubię babcię Nevady, Fridę. Starsza pani nie da sobie w kaszę dmuchać, ma pod ręką bojowy wóz opancerzony, w perswazji pomaga jej ciężki łom, a jej troska o życie uczuciowe wnuczki objawia się w bardzo specyficzny sposób. Nie można jej nie pokochać.

„Biały żar”, jak już wspomniałam wcześniej, mocno stawia na element romansowy i nie brakuje w nim scen, które część z odbiorców mogą przyprawić o rumieńce na policzkach. Na szczęście pikantniejsze fragmenty nie dominują nad całością fabuły, wszystko jest odpowiednio wyważone i przedstawione ze smakiem. Nawet ja, stanowcza przeciwniczka romansideł, nie mogę nic złego zarzucić autorom.

„Biały żar” jest udaną kontynuacją cyklu, która uniknęła „klątwy drugiego tomu”. Powieść trzyma w napięciu, budzi skrajne emocje, ale też śmieszy w chwilach, gdy jest na to czas i miejsce. Oczywiście kończy się swego rodzaju cliffhangerem podsycającym ciekawość i mam nadzieję, że Fabryka Słów nie będzie mnie męczyła zbyt długim oczekiwaniem na kolejny tom.

Autor: Ilona Andrews
Wydawnictwo: Fabryka Słów
ISBN: 978-83-7964-766-8
Cykl: Ukryte Dziedzictwo
Tom: 2

WereWolf

Zły Wilk

Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze