Rozmowa z Agnieszką Kulbat

Podoba się?

Rozmowa z Agnieszką KulbatAgnieszka Kulbat to pochodząca z Piotrkowa Trybunalskiego pisarka, która na swoim dotychczasowym autorskim koncie ma, między innymi, książki fantasy z kategorii Young Adult. Ścisły umysł, zamiłowanie do sportów walki i gry na instrumentach dzieli z miłością do pisania. Niedawno, nakładem wydawnictwa Nowa Baśń, ukazała się druga część jej cyklu „Mojra” nosząca tytuł „Żniwa przepowiedni”. W social mediach znajdziecie ją tu: Instagram oraz Facebook. Dzięki uprzejmości wydawcy i samej Autorki zapraszamy Was do lektury krótkiego wywiadu, jaki dane było nam przeprowadzić.

 

Gavran: Pisanie to nie jest łatwa praca. Godziny spędzone nad klawiaturą, brak weny lub przeciwnie, jej nadmiar i świadomość, że książki odeszły trochę do lamusa. Powiedz, dlaczego literatura skierowana do młodzieży?

Agnieszka Kulbat: Dlaczego? Ponieważ przychodzi mi najbardziej naturalnie. Mojra, biorąc pod uwagę wiek głównych bohaterów (Rayn i Aiden mają po 24 lata w pierwszej części), raczej łapie się w kategorię New Adult, jednak zaklasyfikowano ją jako YA z racji braku scen bardzo drastycznych bądź tych +18. Moje inne powieści, spoza cyklu Mojry, też należą do rewiru młodzieżowego i myślę, że na razie w nim pozostanę, ponieważ po prostu dobrze się w nim czuję.

G: Idąc tym tropem, wybór nastoletniego czytelnika jako głównego odbiorcy Twoich powieści narzuca pewne ograniczenia. Fabuła nie powinna być zbyt brutalna, sceny romantyczne nazbyt „pikantne” itp. Odczuwasz, że przez te narzucone warunki nie możesz w swoje twórczości pokazać dokładnie wszystkiego, co byś chciała?

K.: To chyba niepopularna opinia, ale właśnie mam wrażenie, że gatunek młodzieżówki pozwala mi wręcz na więcej niż mniej. Jeśli natomiast chodzi o brutalność, to piszę o niej zawsze w stopniu umiarkowanym. Nie mam potrzeby poświęcać jej więcej czasu antenowego, więc nie czuję w tej kwestii żadnego ograniczenia. Co do scen +18 jest podobnie. Na ten moment nie widzę potrzeby, aby umieszczać je czy w Mojrze, czy w thrillerach młodzieżowych, które również piszę.

G.: Zostając w tym temacie, ile miałaś lat, gdy przyszła Ci do głowy myśl, że mogłabyś napisać książkę, którą ktoś wyda?

K.: Mojrę zaczęłam pisać w wieku 19 lat i przyznam, że dopóki nie skończyłam jej pisać, to nie myślałam o jej wydawaniu. Dopiero po ukończeniu tekstu zaczęłam szukać informacji dot. wydawnictw i debiutowania. Możemy więc założyć, że pomyślałam o tym po raz pierwszy, mając 20 lat.

G: Zdradzisz nam, od ilu wydawniczych drzwi się odbiłaś, by wreszcie trafić pod skrzydła wydawnictwa Nowa Baśń?

K.: Tak, jasne. Szukając pierwszego wydawcy, przyjęłam strategię wysłania książek do wszystkich wydawnictw publikujących fantastykę, które znalazłam. Tak po prostu, bez większej filozofii. Wysłałam więc Mojrę w podobnym czasie, o ile dobrze pamiętam, do ponad dwudziestu wydawnictw.

G: Gdy dostałaś już zielone światło z wydawnictwa, jak zareagowali Twoi najbliżsi, gdy powiedziałaś „Słuchajcie, wydaję książkę!”?

K.: Byli zaskoczeni, nie ukrywam. Zawsze wiedzieli, że czytałam dużo książek i pisałam “jakieś blogi w internecie”, lecz nie spodziewali się po mnie wydania książki. Na pierwszy rzut oka nie współgrało to ani z kierunkiem moich studiów (energetyka), ani z moim wizerunkiem sportowca, który zyskałam, trenując przez lata oyama karate. Bliscy zareagowali jednak bardzo pozytywnie i nawet pojechali ze mną do Poznania podpisać umowy na Mojrę.

G: Pomówmy teraz trochę o Twoich powieściach fantasy. Świat Inayari to miejsce, którym rządzi surowy, mroźny klimat i równie surowe prawa. Jako ciepłolubną osobę zastanawia mnie, co skłoniło Cię do osadzenia akcji w takiej niesprzyjającej życiu krainie?

K.: W sumie to logika. Cała postać Rayn opiera się na fakcie, że ta nie opuściła miejsca, w którym się urodziła. Mimowolnie musiała być to więc lokacja trudno dostępna. Kolejną cechą Rayn jest jej małe obeznanie w świecie poza Inayari. Musiało więc ono być miejscem nie tylko trudno dostępnym, ale i nieprzyjaznym, aby nie ściągać do siebie podróżnych, a jej samej nie zachęcać do ucieczki. Uwielbiam też zimę oraz upiorne zamki, co dało początek mojej wizji Inayari.

G: Po przeczytaniu Twojej pierwszej powieści muszę stwierdzić, że wykreowani przez Ciebie bohaterowie są bardzo różnorodni pod względem wyglądu, zachowania, poglądów. Tworząc ich czerpałaś cechy z realnych osób, które znasz? Jeśli takie istnieją, to rozpoznały się w czasie lektury?

K.: Nigdy nie tworzę postaci na podstawie konkretnych ludzi. Kreując bohaterów, staram się zbudować ich kompleksowo, co częściowo jest zaplanowane wcześniej, ale też w pewnej mierze rozwija się razem z fabułą. Wzorowanie się na realnych osobach mocno by mnie natomiast ograniczyło i mogłoby zabić potencjał postaci.

G: Pojawiające się w Twoich powieściach Mojry i Tytani mogliby sugerować inspirację mitologią grecką, natomiast magiczne wykorzystanie run wierzeniami nordyckimi. Powiedz, co tak naprawdę było tą iskierką, która odpowiada za powstanie cyklu „Mojra”?

K.: Sen połączony ze starym pomysłem, który chciałam kiedyś wykorzystać w którymś ze swoich blogów. Mojry wzięły się z racji bycia boginiami przeznaczenia, pasowała mi ich charakterystyka i ogólny nastrój, jaki mogły wnieść ze sobą do powieści. Runy natomiast z faktu, że podobała mi się wizja ich użycia. Chciałam, aby magia w Mojrze miała różne kolory i była widoczna gołym okiem, przez co postanowiłam zamknąć ją właśnie w runach.

G: Relację między głównymi bohaterami Twojego cyklu, Rayn i Aidenem, można określić jako „kocham cię/lubię, ale nienawidzę z całego serca”. Dlaczego nie mogli mieć swojego nieskomplikowanego love story? Dasz im szansę na szczęśliwe zakończenie?

K.: Relacja Rayn i Aidena jest jaka jest, ponieważ nie lubię prostych rozwiązań. Więź, która ich łączy, powoduje, że oboje nigdy nie mają pewności, czy myśli przechodzące im przez głowę faktycznie należą do nich. Dużo do powiedzenia w tej kwestii mają Mojry i Tytani, ponieważ to oni mącą między tą dwójką, powodując te wszystkie konflikty i niepowodzenia w znajomości Rayn i Aidena. Czy dam im szansę na szczęśliwe zakończenie? Szczerze, to sama tego jeszcze nie wiem.

G: Skoro jesteśmy już przy Twoim pierwszym cyklu książek, zdradź nam proszę, jak bardzo wersja Mojry, która trafiła na półki, różni się od tej pierwotnie powstałej w Twojej głowie?

K.: Przede wszystkim różni się tym, że oryginalna Mojra I miała 1,3 mln znaków ze spacjami, przez co podzielono ją na dwie części, które teraz można znaleźć w księgarniach jako “Przeklęte dzieci Inayari” i “Żniwa przepowiedni”. Jeśli jednak chodzi o samą fabułę, to nic się w niej nie zmieniło. Na pewno dużą zmianę przeszedł język i sama jakość tekstu, ponieważ od podpisania umowy do wydania minęło trochę czasu (w przypadku obu części), w związku z czym wprowadziłam wiele składniowych zmian, w dużej mierze przepisując książkę od nowa.

G: Jak już wspomniałam na początku naszej rozmowy, pisanie nie jest łatwą sztuką. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w tym procesie?

K.: Brak czasu i cierpliwości. Poza pisaniem pracuję na etacie. Dużo czasu spędzam też na promocji swoich książek, wyjazdach na targi i spotkania autorskie. To wszystko trochę utrudnia mi samo pisanie. Jeśli natomiast chodzi o cierpliwość, to jej brak tyczy się wszelakich aspektów wydawniczych, ponieważ wydawanie książek to przede wszystkim czekanie. Na maile, na umowy, na redakcję, na korektę, okładkę, premierę. A ja mimo kilku książek na koncie wciąż się do tego jeszcze nie przyzwyczaiłam.

G: A gdy już piszesz, czego oprócz weny potrzebujesz? Muzyka w tle, dzbanek ulubionej herbaty, a może cisza, spokój i tabliczka z napisem „przeszkadzanie grozi uszczerbkiem na zdrowiu”?

K.: Zdecydowanie potrzebuję muzyki. Jest ona dla mnie naprawdę bardzo ważna. Do każdej książki mam dedykowaną playlistę na youtubie. Często zdarza się, że zapętlam daną piosenkę podczas pisania konkretnej sceny. Dzięki temu łatwiej mi nie wypadać z ciągu wydarzeń. Jeśli chodzi natomiast o miejsce, to mogę pisać wszędzie. W domu, w pociągu, w kawiarni… ale tylko jeśli mam ze sobą swoje playlisty i słuchawki.

G: Książka jest już wydana, zaczyna się promocja. Jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie autorskie?

K.: Oh, girl. To jest historia. Moje pierwsze spotkanie autorskie miało miejsce na Podlasiu, co biorąc pod uwagę, że mieszkam w Warszawie, a pochodzę z Piotrkowa Trybunalskiego, do dziś mnie trochę śmieszy. Na tym spotkaniu było aż dziewięć osób, a jego uczestnikami – dzieciaki z pobliskiej szkoły, które wysłano do biblioteki w ramach kary i siedzenia po lekcjach. Tuż obok nich była dziewczyna obserwująca mój fanpage i urocza staruszka, której w ogóle nie przeszkadzała mojrowa etykietka “young adult”. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo zestresowana, gadałam trochę od rzeczy, ale dałam radę. A to chyba najważniejsze.

G: A może jest jakieś pytanie zadawane przez Czytelników, którego nie lubisz?

K.: W sumie nie. Nie otrzymałam nigdy niestosownego pytania, na które nie chciałabym odpowiedzieć.

G: Jesteś aktywna w social mediach. Myślisz, że współcześni autorzy i autorki powinni angażować się w tego typu działania czy jednak ich brak nie ma większego wpływu na statystyki czytelnicze?

K.: Myślę, że warto się angażować, lecz też nie ma co się do tego zmuszać. Promocja własna nie zaszkodzi, a jeśli robi się to dobrze, to nawet pomoże. Czy ma wpływ? Moim zdaniem ma, jednak nie jest ogromnym game changerem, od którego zależy być albo nie być pisarza.

G: Wspominałyśmy już wyżej o inspiracjach, jednak nie samą pracą człowiek żyje. Piszesz między innymi powieści z gatunku fantastyki, ale czy sięgasz również po książki z tej kategorii? Masz swoich ulubionych autorów, autorki, powieści?

K.: Tak, przeczytałam w życiu dużo fantastyki. Prawdą jest jednak, że ostatnimi czasy skupiam się raczej na thrillerach, a fantastyka poszła lekko w odstawkę. Mimo tego mam takie nazwiska jak Licia Troisi czy Trudi Canavan, które już na zawsze zostaną w moim sercu, ponieważ to dzięki nim pokochałam ten gatunek.

G: Zdradzisz nam i naszym Czytelnikom, nad jakim tekstem obecnie pracujesz?

K.: Nad kolejnym thrillerem młodzieżowym. W marcu na rynek trafiła “Bujda”, dająca swoisty powiew świeżości w literaturze YA, co zmotywowało mnie do napisania następnych książek w tym gatunku. Dobrze się w nim czuję i na razie planuję w nim zostać. Nie zamierzam jednak porzucać Mojry III, której pierwszy draft mam już od dawna gotowy.

G: Tak na sam koniec, gdybyś była runiczną, jaki kolor miałaby Twoja moc i jaką specjalną umiejętność chciałabyś posiadać?

A.K.: Z racji, że Rayn była moją pierwszą postacią, można w niej znaleźć trochę moich cech. Dlatego miałabym chyba właśnie jej kolor mocy i umiejętności.

Na zakończenie naszej rozmowy chcielibyśmy życzyć Ci sukcesów wydawniczych, zawodowych i prywatnych. Oby wena oraz redaktorzy tekstów zawsze byli Ci łaskawi. Osobiście mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła sięgnąć po kolejną powieść spod Twojego pióra, bo już zrobiłam dla niej miejsce na regale.

WereWolf

Zły Wilk

Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze