Przejdź do treści
Gavran
⌕
RECENZJE

Recenzja: „Gniew bogów” – John Gwynne

WereWolf
· 3 min czytania
Recenzja: „Gniew bogów” - John Gwynne

Recenzja: „Gniew bogów” - John Gwynne„Gniew bogów” Johna Gwynne’a to finał cyklu „Saga Krwiozaprzysiężonych”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Każda historia ma swój finał i nie inaczej jest tym razem. Orka, Elvara, Varg oraz ich towarzysze muszą stanąć do ostatecznej bitwy, która rozstrzygnie, kto przejmie władzę nad światem. Każde z nich musi zdecydować, po czyjej stronie stanie i co zrobić, by przeżyć wojnę bogów. A zadanie nie będzie łatwe, gdyż żadne z dzieci Snaki nie ma najmniejszego zamiaru poddać się bez brutalnej walki na śmierć i życie. Kto przeżyje, a kto stanie się bohaterskim wspomnieniem w skaldowej pieśni?

W swojej sadze John Gwynne zabiera Czytelników do mrocznego i bezlitosnego świata stylizowanego na skandynawskie historie o walecznych wikingach. Główni bohaterowie – Orka, Elvara i Varg – w poprzednich tomach stracili wiele, ale też wiele zyskali. Przyjaciół, władzę, poczucie własnej wartości oraz swoje miejsce na ziemi. Jednak okrutni bogowie mają swoje plany, a cała trójka wplątała się mniej lub bardziej świadomie w ich rozgrywki, przez co teraz musi sobie radzić z zaistniałą rzeczywistością.

Od początku moimi ulubienicami były Orka i Elvara. Silne kobiece bohaterki, z których każda ma inne priorytety i sposoby na ich osiągnięcie. Również w tym tomie z przyjemnością śledziłam ich poczynania, jednak wyłącznie do pewnego momentu. Za to, co autor zrobił jednej z nich zasługuje na specjalne miejsce w krainie bogini Hel. Choć z drugiej strony, takie rozwiązanie idealnie wpisuje się w surowy klimat, jaki autor kreował przez trzy tomy opowiadanej przez siebie historii.

Natomiast, co się tyczy Varga, do samego końca miałam nadzieję, że odnajdzie swoją siostrę, a jego przekonanie o jej śmierci okaże się fałszywe. Zamiast tego odnalazł jedna zemstę i zyskał rodzinę gotową oddać za chłopaka życie. Słodko-gorzkie rozwiązania bywają smutne, aczkolwiek zdecydowanie bardziej prawdziwe niż bajkowy finał „żyli długo i szczęśliwie”.

„Gniew bogów” pełen jest zbrojnych potyczek, w których Krwiozaprzysiężeni, Karmiciele Kruków, Zwiastuni Śmierci oraz bogowie przelewają morze krwi. I nie jest to z mojej strony żadna stylistyczna hiperbola. John Gwynne zadbał, by walki wyglądały realistycznie i już od samego początku pilnował, by Czytelnik miał jak najlepszy obraz tego, jak wyglądały nordyckie starcia zbrojne. Krew, wnętrzności, rozłupane czaszki, zmiażdżone kości i kilogramy bólu są tym, czego nie brakuje w „Sadze o Krwiozaprzysiężonych”. Tak wiec, jeśli jesteście wrażliwi na ten rodzaj obrazów, to muszę Was ostrzec.

Elementem, który bardzo podobał mi się zarówno w części pod tytułem „Gniew bogów”, ale także poprzednich, był fakt, że na bazie znanej nam nordyckiej mitologii John Gwynne stworzył coś nowatorskiego, nie będącego aż nazbyt wyraźną kalką lub retellingiem znanych opowieści. Jednocześnie bardzo wiarygodnie oddał klimat ówczesnego świata i żyjących w nim ludzi.

„Gniew bogów” to udany, acz słodko-gorzki, finał „Sagi o Krwiozaprzysiężonych”. Nie wszystkim bohaterom udało się przeżyć, nie wszyscy osiągnęli to, co chcieli osiągnąć, ale możliwość towarzyszenia im przez trzy dość pokaźne objętościowo tomy, była przyjemną wyprawą. Cieszę się, że mogłam w niej uczestniczyć wyłącznie jako widz, gdyż świat, który stworzył John Gwynne okazał się być niekoniecznie najprzyjemniejszym miejscem do istnienia. I to nawet bez pradawnych bogów próbujących powrócić do władzy. Jeżeli szukacie lektury w klimatach wikingów i pieśni skaldów, ten cykl będzie dobrym wyborem.

PODOBAŁ SIĘ TEKST?

Zostaw serce albo podaj dalej - to pomaga bardziej, niż myślisz.

Warto przeczytać

WSZYSTKIE KSIĄŻKI →